piątek, 24 lipca 2015

Rozdział19

Ubrałam czarną sukienkę i ostatni raz przejechałam szczotką po włosach.
- Lucy tata już przyjechał. - usłyszałam z dołu głos brata.
Westchnęłam głośno i szybko zeszłam na dół gdzie uśmiechem przywitał mnie tata.
- Cześć córeczko.
- Hej.- mruknęłam.
Zajęłam miejsce przy stole nie czekając na innych. Ben zrobił to samo a po chwili dołączyli do nas rodzice. Zajęłam się przepysznym kurczakiem zerkając co jakiś czas na tate i mame.
- Chcieliśmy wam o czymś powiedzieć. - odezwał się w końcu ojciec.
Odłożył sztućce i spojrzał na mnie i mojego brata.
- To może w końcu powiecie? Rozwodzicie się? To już pewne tak?
- Lucy! - zbeształa mnie rodzicielka.
- Nie mamo! Nie powiedzieliście nam tak ważnej rzeczy! Gdyby nie wasze huki z rana pewnie żadne z nas by o tym nie wiedziało. Jak długo chcieliście udawać idealne małżeństwo?
- Chcieliśmy was na to przygotować...
- Mamo, Lu ma racje. Powinniście nam powiedzieć to od razu. - odezwał się pierwszy raz Ben. - Nie jesteśmy dziećmi, zrozumielibyśmy.
- To nie jest takie proste...
- Oczywiście, że jest.
Jeśli zaraz nie przestaną wyjdę stąd... mam dosyć tej rozmowy. Mam dosyć kłamstw i tajemnic.
- Rozwodzimy się... - powiedziała smutno mama.
- Nie możecie jeszcze tego przemyśleć? - zapytał Ben.
Przegryzłam wargę i spojrzałam na dłonie. Nagle stały się bardzo interesujące. Nastrój w pomieszczeniu był smutny... tak jak wszyscy. Myślę, że nikt z nas nie mógł dobrać odpowiednich słów. Nawet dorośli.
- Nie ma już nic do przemyślenia. Wasz ojciec dokonał wyboru.
Spojrzałam smutno na tate. Siedział wpatrzony w talerz... czemu nie walczy?
- Myślę, że już wszystko wiecie. - powiedział nagle i wstał od stołu. - Jutro przyjadę po swoje rzeczy...
- Nie wierzę, że to się dzieje. - pokręciłam głową i wstałam od stołu.
Nie obchodziło mnie w tej chwili moje zachowanie. Miałam to w dupie. Nie chciałam rozpadu mojej rodziny. Jeśli ojciec odejdzie my zostaniemy sami... matka się załamie. Jak kolwiek będzie chciała to ukryć ja zauważę, że coś jest nie tak. Znam ją zbyt dobrze.
Gdy znalazłam się w moim pokoju spojrzałam na zegarek. Była dopiero 19:49 więc cała noc przede mną. Złapałam za telefon i wybrałam numer do Loli.
- Halo? - usłyszałam po chwili.
- Szykuj się, idziemy na impreze.

4 komentarze:

  1. Zanim zacznę swój spam muszę przyznać że chyba coś mamy podobną tematykę. Bo tak sądzę po Twoim szablonie ; DD No ale kto wie. Jutro przeczytam Twoje ff to się dowiem ; ) Zapraszam do mnie :

    Hej, cześć, konnichiwa!
    Szybkość to termin nie jednoznaczny czy może powód przez które życie obraca się o 360 stopni? Jest niczym narkotyk, który po dostaniu się do Twojego organizmu nie opuści go już nigdy więcej. Czy Wiktorii uda się wyleczyć Zayn'a z uzależnienia? A może oboje wpadną w nałóg i będą ze sobą rywalizować? Wszystko możliwe. Nigdy nie wiadomo co przyniesie nam los. Może wygraną na loterii, może powolną i bolesną śmierć. Kto wie? Dowiesz się, gdy przeczytasz. A jak nie.. Jak nie to będziesz całe swoje życie zastanawiać się co stało się z Zayn'em pieprzonym Malikiem i jego urodziwą polską koleżanką.
    Fanfiction on Blogger : www.speed-zayn.blogspot.com
    Fanfiction on Wattpad : https://www.wattpad.com/141271346-speed-zayn-malik-fanfiction-prolog

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne ff czekam naxt :))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Awwwww cudeńko czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń