sobota, 18 lipca 2015

Rozdział18

- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam... - powiedziałam do brata, przerywając ciszę w samochodzie. - Nie czuje się najlepiej i wtedy... no cóż nie miło się słucha o tym z kim stracę dziedzictwo.
- Przeprosiłem już. - odparł.
- Ja też. - przewróciłam oczami.
- Słuchaj... - zaczął niepewnie. - Wiem, że różnie między nami bywało, ale zawsze będziesz moją siostrą. Bez względu na to co dzieje się między naszymi rodzicami i bez względu na nasze wcześniejsze relacje. Wiem, że byłam okropnym bratem, ale staram się.
- Nikt nie jest idealny. - uśmiechnęłam się słabo.
Chłopak chciał jeszcze coś powiedzieć, ale dojechaliśmy na szkolny parking. Złapałam za plecak i niechętnie opuściłam samochód.
- Lucy. - zawołał za mną brunet. - Kocham Cię siostro pamiętaj.
Zatrzymałam się gwałtowanie i odwróciłam twarzą do niego.
- Ja ciebie też braciszku.
Pół godzin lekcyjnych minęło mi niesamowicie szybko. Zostało mi dwie znienawidzone lekcje... wychowanie fizyczne. Nie, że nie lubiłam sportu, wręcz przeciwnie - uwielbiałam go. Jednak nauczycielka za mną przepada.
- Dzień dobry dziewczynki! - usłyszałam głos trenera przez co odwróciłam się i posłałam pytające spojrzenie Loli.
- Gdzie jest pani Bennet? - zapytała jedna z koleżanek.
- Jest chora. Dlatego mam z wami zastępstwo przez jakiś czas. Będziecie mieć łączenie z chłopcami, gdyż nie mogę przesunąć ich lekcji, a żaden inny nauczyciel nie chciał was wziąć. Przykro mi bardzo. - powiedział ostatnie zdanie z sarkazmem. - A teraz nie mamy czasu na gadanie! Widze was za kilka minut na boisku. - dodał ostro i odszedł.
Szybko się przebrałyśmy się w odpowiednie do zajęć stroje i udałyśmy się w miejsce zbiórki. Gdy wszyscy zebrali się w równym rzędzie z szatni wypadli chłopcy w strojach piłkarskich.
- Co do chuja robi tu Malik?
Mojej uwadze nie uszła także wielka śliwa na oku mulata. Musiał nieźle oberwać.
- Jest członkiem drużyny. - wzruszyła ramionami Lola. - Pewnie to co inni... ma trening.
Jęknęłam w myślach, ale chwilę później zauważyłam uśmiechniętego Harrego.
- Biegniecie 6 kółek! Za to będą oceny więc radzę wam się postarać. - powiedział do nas a następnie złapał za gwiazdek i użył go do przywołania chłopców. - A wy robicie rozgrzewke i gracie. Panie na co czekają?
Dźgnęłam przyjaciółke w łokieć i szybko ruszyłyśmy. Wspominałam, że nienawidzę dziada? Naszczęście po wykonanyn zadaniu miałyśmy spokój. Trener kazał nam usiąść na ławkach i nie przeszkadzać. Miałam dużo czasu na opowiedzenie wszystkiego Loli.
- Jak Ci się układa z Harrym? - wyszczerzyła się.
- Jest świetnie.
- Cieszę się że w końcu jesteś szczęśliwa. Serio... zawszd chodziłaś smutna a teraz nawet z Benem się dogadujesz. Od dniu wyścigów jesteś zupełnie inna.
- To dobrze czy źle?
- Zajebiżcie. -  wyszczerzyła się. - A tak w ogóle to co Malik ma z okiem?
Spojrzałam w stronę chłopaka. Nagle jego głowa się odwróciła a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Szybko spóściłam głowe, żeby nie zauważył, że na niego patrzyłam. Wiedziałam, że i tak zauważył... a może nie?
- Pobił się z Harrym.
- Co?! - wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Powiedziałam, że pobił się...
- Z Harrym, tak tak wiem. Ale czemu? 
- Skąd mam wiedzieć? - skłamałam.
- Eh... idziemy w sobote na impreze Malika? Będą wszyscy. - powiedziała podekscytowana.
- Jasne. Czemu nie? - uśmiechnęłam się.
Nie chciałam tam iść, ale to świetny sposób na wkurzenie Malika.
Otworzyłam drzwi do domu i prawie od razu poczułam zapach kurczaka. Mama zrobiła obiad? Zostawiłam plecak w salonie i udałam się do kuchni.
- Cześć.
- Kochanie dobrze, że jesteś. - uśmiechnęła się kobieta. - Wraz z tatą chcielibyśmy z wami porozmawiać.
- Z nami?
- Tobą i Benem. Będzie tutaj za godzine, proszę bądź miła.

1 komentarz:

  1. ojej... boję się tej rozmowy z rodzicami :/ do następnego ;*

    OdpowiedzUsuń