czwartek, 7 maja 2015

Rozdział3

- Zayn... - zaczął Ben, ale mulat mu przerwał.
- Skoro jest taka cwana to da sobie radę. - uśmiechnął się cwaniacko. - No chyba, że się boisz?
Nasza wojna na spojrzenia trwała i chyba nie miała ochoty się kończyć. Jego głupi uśmieszek powiększał się z każdą sekundą a ja nie miałam pojęcia co robić. Jechać z nim czy nie? Nie chcę, żeby uznał mnie za frajerkę czy coś takiego... ale szczerze mówiąc boje się strasznie. Nigdy tego nie robiłam i
- Okej.
Brat popatrzył na mnie szokowany.
- Pojebało cię?!
- Nie.
- Matka mnie zabije jak się dowie!
Wzruszyłam ramionami.
- A więc się nie dowie.
Przez cały czas utrzymywałam kontakt wzrokowy z Zaynem, który był widocznie zadowolony z mojej decyzji. Z każdym moim wypowiedzianym słowem jego uśmiech powiększał się jeszcze bardziej.
- Zatem chodźmy. - złapał mnie za rękę i pociągnął w nieznaną mi stronę.
Zdziwiło mnie, że zostawił sam swój dom, który wypełniony był pijanymi nastolatkami. Ben natychmiast ruszył za nami. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieje więc po prostu szłam za mulatem. Znaleźliśmy się przy garażu, który został otwarty przez chłopaka. Moim oczom ukazał się szereg drogich samochodów i motorów. Mulat podszedł do jednego z nich i usiadł na nim.
- Czekasz na zaproszenie czy coś?
Podakoczyłam na jego głos za co usłyszałam jego melodyjny śmiech. Nielewnie podeszłam do pojazdu i usiadłam za nim. Oplotłam go rękami wokół pasa i przyległam ciasno do jego pleców. Zayn odpalił motor a następnie wyjechał z garażu i zatrzymał się przy bramie gdzie zgromadziło się kilka osób. Ujrzałam wśród zgromadzonych sylwetkę mojego brata.
- Widzimy się na miejscu. - powiedzał i nie czekając na odpowiedź Bena wyjechał ze swojej posiadłości.
Wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Zrobiło się ciemno i nie za ciepło. Pędziliśmy przez ulice Londynu a liczne latarnie oświetlały nam drogę. Jedyne co było słychać to warkot silnika i szum drzew. Droga nie była całkiem pusta. Minęliśmy może kilka samochodów. Po kilku minutach zauważyłam, że opuściliśmy miasto. Domy były coraz mniej widoczne a drzew było coraz więcej. Nie znałam wcześniej tej części miasta... nie wiem jak to nazwać. Oh po prostu nie byłam w tych stronach więc chyba oczywiste jest to, że nie wiem czego się spodziewać. I tego boje się najbardziej. Na szczęście las skończył się szybko a przed nami pojawiły się stare magazyny i duży oświetlony plac. Głośna muzyka była słyszalna z kilku metrów a wszędzie kręcili się ludzie. Jednak nie było tak jak na imprezie Zayna. Tutaj dziewczyny miały jakąś dziwną zasadę "im mniej tym lepiej". Spódniczki ledwo zasłaniały im tyłek a cycki były na wierzchu. Zayn nagle zatrzymał się i zsiadł z pojazdu. Podał mi rękę abym mogła zrobić to samo. Zaskoczyła mnie jego pomoc, ale wolałam nie zaczynać o tym. Natychmiast zjawiła się przy nas grupka skąpo ubranych dziewczyn i chłopaków ubranych na czarno. Ich ciała pokrywały tatuaże i metal. Jeden z nich przykół moją uwagę. Był to chłopak z lokami na głowie. Wyróżniał się znacznie z całej grupy. Nie miał tatuaży a przynajmniej ja nie widziałam żadnego. Jego duże zielone oczy patrzyły na mnie z czymś w rodzaju troski.
- Kolejna panienka na jedną noc? - zaśmiał się farbowany blondyn.
Miał mocny akcent... na pewno nie był stąd.
- Zamknij się Niall. - warknął chłopak.
Podszedł do nas grubszy pan  brodą.
- Malik! - przywitali się "męskim uściskiem". - Już myślałem, że wycofujesz  się.
Chłopak zaśmiał się.
- Ja? Nigdy.
- A to kto? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Lucy. - odpowiedział Zayn.
- Szykuj się, zaraz zaczynamy. - powiedział i odszedł w swoją stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz