czwartek, 28 maja 2015

Rozdział11

Cisze w samochodzie przerywała tylko cicha muzyka lecaca z radia.
- A więc... ty i Harry? - zapytał po chwili Ben.
- Nie wiem.
- Lubisz go?
- Chyba tak.
- Jezu Lucy nie obrażaj się tylko gadaj.
- Lubię go, zadowolony?
Nie kłamałam, serio go lubiłam. Było mi głupio, że wykorzystuję go do mojego planu, ale nie mogłam się wycofać. Chociaż z drugiej strony on był dla mnie najmilszy...
- To dobry chłopak. - z zamyśleń wyrwał mnie brat.
Spojrzałam na niego pytająco.
- Harry. Jest najlepszy z naszej grupy i jeśi masz już się z kimś spotykać to z nim.
Skinęłam głową i zaczęłam zpatrywać się w okno.

***

Obudziły mnie wrzaski rodziców dobiegające z dołu. Pośpiesznie nałożyłam na siebie pierwsze lepsze ubrania i zbiegłam na dół.
- I co teraz?! Pójdziesz do tej dziwki tak!? - usłyszałam płacz mamy.
Gdy zeszłam do kuchni ujrzałam ją cała zapłakaną.
- Czemu krzyczycie? Co się stało, mamo?
Oboje z ojcem spojrzeli na mnie. Chyba nie myśleli o tym, że słychać ich na całą ulice. Mama spojrzała czerwonymi od łez oczu na tate a ten westchnął.
- Ja i mama rozwodzimy się.
Otworzyłam usta w szoku a do moich oczu również napłynęły łzy.
- To nie możliwe...
- Córeczko, nie chcieliśmy żebyś dowiedziała się w ten sposób, ale...
- Nienawidze was. - powiedziałam i wybiegłam z pomieszczenia.
Słyszałam za sobą moje imię, ale nie zwracałam na to uwagę. Ubrałam pośpiesznie buty i opuściłam dom. Biegłam prosto przed siebie. Nie wiedziałam gdzie, to nie liczyło się dla mnie. Chciałam być jak najdalej domu. Niestety moje szczęście, a raczej jego brak nie chciały tego. Już po killu metrach wpadłam na kogoś...
- Hale? Co się stało? - usłyszałam znajomy głos, którego teraz nie chciałam słyszeć.

Rozdział10

- Ała. - syknął chłopak gdy przejechałam wacikiem po jego przeciętej wardze.
- Przepraszam, jeszcze chwile. - powiedziałam i znowu przejechałam wacikiem po jego wardze. - Gotowe.
Chłopak uśmiechnął się i położył swoje ręce na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie z cwaniackim uśmieszkiem. Zwilżyłam usta językiem i przysunęłam swoją twarz do niego. Chłopak powoli złączył nasze usta w pocałunku, który z każdą sekundą stawał się bardziej namiętny. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy drzwi do łazienki otworzyły się z hukiem.
- Znowuuu... - jęknęłam.
Mulat z uśmieszkiem opierał się o drzwi.
- Nie chciałem wam przerywać pieprzenia, ale twój brat cię szukał. Wracacie do domu. A tobie Styles radze znaleźć sobie inną zabaweczke. Mogłem ci lepiej przywalić.
- Pierdol się. - warknął loczek.
Złapałam go za rękę, żeby nie mógł rzucić się na niego. Gdyby chciał pewnie i tak by się wyrał, ale zawsze coś. Mulat spojrzał na nasze spleciona ze sobą palce a jego uśmiech powiększył się jeszcze bardziej.
- Uroczo. - powiedział i opuścił pomieszczenie.
- Dupek. - syknęłam i wraz z Harrym również wyszliśmy z łazienki.
Wcześniej wszystkie rzeczy schowałam do apteczki. Gdy znaleźliśmy się na pierwszym piętrze wzrokiem zaczęłam szukać mojego ukochanego brata. Wyczujcie tu sarkazm. Widoczne było, że ludzi było dużo mniej... czyżbym zepsuła im imprezkę? Ups. Znalazłam brata dopiero przy drzwiach. Patrzył na mnie wściekłym wzrokiem.
- Wracamy do domu. - powiedział oschle i wyszedł na zewnątrz.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział9

Poczułam jak ręce chłopaka zjeżdżają coraz niżej a po chwili złapał mnie za pośladki. Pisnęłam przez co dostał większy dostęp i do pocałunku dodał język. Gdyby mnie nie trzymał zdecydowani spadłabym.
- Co ty kurwa robisz?! - usłyszałam przy sobie głos brata.
Oderwaliśmy się szybko od siebie.
- Nic. Przerwałeś nam, nie widzisz? - warknęłam zła.
Zobaczyłam kątem oka mulata, który stał obok i przyglądał się zadowolony całej sytuacji.
- Oczywiście, że ten idiota ci powiedział. - parsknęłam.
- Uwierz mi nie obchodzi mnie to. Mógłby cie nawet pieprzyć n...
- Przestań. - przerwał mu zły Ben.
- Taka prawda. Kiedyś będę cię pieprzył a ty będziesz krzyczeć moje imię.
Harry nie wytrzymał i rzucił się na mulata z pięściami. Chłopaki natychmiast zaczęli ich rozdzielać a wokół nas zebrała się gróbka ciekawskich osób. Złapałam loczka za ramię i pociągnęłam w tył, ale nic to nie dało. Był dużo silniejszy. Chłopak przywalił mulatowi prosto w nos. Ten długo nie był mu winny bo po chwili siedział na nim okładając go pięściami.
- No zróbcie coś! - krzyknęłam na brata.
Szybko odciągnęli Malika od leżącego na ziemi Harrego. Podbiegłam do niego gdy byłam pewna, że mulat im się nie wyrwie.
- W porządku? - zapytałam zdenerwowana.
Wszyscy nam się przyglądali. Chłopak pokiwał głową i z lekkim bólem wstał.
- Krwawisz, muszę cię opatrzyć.
- Nie trze...
- Trzeba. - przerwałam mu.
Poddał się i bez dalszej kłótni ruszyliśmy w stronę łazienki.

piątek, 22 maja 2015

Rozdział8

Ubrałam krótką czarną sukienkę i czarne szpilki, włosy rozczesałam i zostawłam rozpuszczone a następnie zrobiłam makijaż. Moim zadaniem było rozkochanie w sobie Harrego i byłam pewna, że mi się uda.
Zbiegłam szyboko po schodach i zostawiłam karteczkę mamie, że będę u Loli. Jak zwykle moich rodziców nie było.
- Gotowa? - zapytał niechętnie Ben.
Skinęłam i ruszyłam w stronę drzwi. Brat namawiał mnie, żebym nie szła. Próbował mnie nawet przekupić, ale byłam nieugięta. Wsiadłam do jego samochodu a brat po chwili zrobił to samo. Pojechaliśmy pod dom loczka, który był tak samo duży jak mulata. Wyszłam z samochodu i ruszyłam w stronę dużych drzwi. W środku było pełno pijanych już dzieciaków. Od jakiegoś chłopaka dostałam kubeczek z alkoholem, którego zawartość szybko wypiłam. Ruszyłam w stronę głównego pomieszczenia gdzie było najwięcej ludzi. Wszyscy tańczyli a większość była już pijana. Spóźniłam się czy coś? Chyba upijanie się w takim tępie jest dziwnie normalne. Chyba... moim oczom ukazała się znajoma mi czupryna. Podeszłam do Harrego i przytuliłam go.
- Hej, świetna impreza. - powiedziałam z uśmiechem gdy odsunęliśmy się od siebie.
Kątem oka widziałam patrzącego na nas mulata.
- Zatańczysz? - zapytał loczek.
Skinęłam. Chłopak złapał mnie za rękę i zaprowadził na środek dużego salonu. Zaczęliśmy poruszać się w rytm głośnej muzyki. Było świetnie! Sama nie wiem kiedy zaczęliśmy się całować. Był w tym wow. Chociaż jeśli mam być szczera to nie miałam dobrego porównania. Miałam wcześniej jednego chłopaka. Gdy moi rodzice go poznali zakazali mi się z nim spotykać. Myśleli, że źle na mnie działa, chociaż tak nie było. Chłopak był idealnym uczniem, miał dobrych rodziców i był bogaty. Mama była pierwsze zachwycona jak jej o tym powiedziała, ale Chris miał tatuaże i kolczyki... a tego moi rodzice nie lubią. Denerwuje mnie, że oceniają książkę po okładce, ale co mogę zrobić? Jak już wspomniałam Harry świetnie całował. Nie wiem jak to zrobił, ale zapomniałam o moim prawdziwym rzeczywistym życiu i ciągnęłam to przedstawienie... czy nadal to było przedstawienie? Może nie powinnam wykorzystywać Harrego? To fajny chłopak...

Rozdział7

Długo wyczekiwana godzinna przerwa w końcu się zaczęła. Czas na mój plan. Podeszłyśmy z Lolą do kasy i kupiłyśmy obiad. Wybrałam jakiś jogurt i jabłko. Zajęłyśmy swoje stałe miejsca przy jednyn ze stolików i zaczęłyśmy jeść. Zayna i jego paczki jeszcze nie było więc nie mogłam zacząć działać.
- Co się tak wiercisz? - zapytała Lola. - Jesteś nie spokojna od rana. Napisałaś coś w ogóle na matematyce?
Westchnęłam głośno.
- Wczoraj Zayn wraz ze swoimi kumplami byli u Bena... stwierdzili, że dobrze będzie mnie trochę podenerwować i puścili głośno muzyke. Nie mogłam się uczyć! Cały czas mi przeszkadzali i jeszcze przez tego idiote rozbiłam mój ulubiony kubek. - powiedziałam zła. - Mam mały plan i potrzebuje twojej pomocy.
Przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko a ja opowiedziałam jej cały pomysł.
- To genialne! Patrz. - skinęła głową w jakimś kierunku.
Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam mojego nrata, Zayna i Harrego. Była też reszta, ale mi chodziło tylko o te trójkę. Wstałam z miejsca a przyjaciółka złapała mnie za nadgarstek.
- Powodzenia. - powiedziała i puściła moją rękę.
Ruszyłam w stronę stolika chłopaków. Gdy stanęłam przy nim wszyscy na mnie spojrzeli.
- Lucy? Co tutaj robisz?
- Stoję? - odpowiedziałam na głupie pytanie mojego brata.
Usiadłam na wolnym miejscu i uśmiechnęłam się.
- Co porabiacie chłopcy?
- Siedzimy. - odpowiedział sucho Ben.
Przewróciłam oczami.
- Idziesz dziś z nami na...
- Nie, nie idzie. - przerwał mulat.
- Gdzie?
- Robię dziś imprezę i super by było gdybyś przyszła. - uśmiechnął się loczek.
-Z przyjemnością przyjdę Harry.
Mulat posłał mi mordercze spojrzenie a ja uśmiechnęłam się do niego fałszywie. Mój plan zaczyna działać...

środa, 20 maja 2015

Rozdział6

Wstałam wcześnie rano i wzięłam szybki prysznic. Zrobiłam makijaż a następnie ubrałam się w moją ulubioną sukienkę. Postanowiłam, że dziś w szkole zaskocze wszystkich i nie będę sobą. Skoro Zayn pieprzony Malik chce wojny to Zayn pieprzony Malik będzie ją miał. Złapałam za plecak i zbiegłam na dół.
- Dzień dobry. - powiedziałam do mamy a następnie pocałowałam ją w policzek. - Taty nie ma?
- Witaj kochanie, niestety ale dostał ważny telefon. - westchnęła. - Naleśnika?
Skinęłam głową i usiadłam przy stole. Rodzicielka postawiła przede mną talerz z dwoma naleśnikami a ja ze smakiem szybko je zjadłam.
- Podwieźć cię do szkoły?
- Nie trzeba, przejdę się.
Ubrałam buty i wyszłam z domu. Nie chciałam się spóźnić więv wybrałam najkrótszą drogę. Gdy dotarłam w końcu pod szkołę znalazłam przyjaciółkę i weszłyśmy do klasy. Od razu po dzwonku zjawiła się nauczycielka i rozdała nam sprawdziany. Przez chłopaków i ich "imprezkę" nie mogłam się uczyć... spojrzałam na swoją grupę i grupę Loli. Obie były inne. Zaczęłam robić zadania, które rozumiałam. Nagle drzwi do klasy otworzyły się z hukiem a do środka wszedł nie kto inny jak Malik.
- Jaki jest powód twojego spóźnienia? - zapytała nauczycielka.
- Oh przepraszam, pieprzyłem jedną z pani uczennic w toalecie. - powiedział z cwaniackim uśmiechem i zajął miejsce za mną.
Jęknęłam w myślach. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka. Spróbowałam go zignorować lecz niestety nie było to takie proste. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie, który pokazywał, że do dzwonka zostało dziesiędź minut. Poddałam się i odłożyłam długopis. Nauczycielka podeszła do mnie i zabrała mój sprawdzian. Pewnie myślała, że już napisałam... no to się zdziwi. Lola miała wszystko obliczone a ja wpatrywałam się w swoje ręce jakby były bardzo ciekawe. Poczułam jak coś, a raczej ktoś dźga mnie w plecy. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego mulata.
- Księżniczka nie nauczyła się? Jak mi przykro. - powiedział ze sztucznym smutkiem.
Nie chciałam dać mu satysfakcji więc odwróciłam się w stronę tablicy. Na szczęście zadzwonił już dzwonek więc wraz z przyjaciółką wyszłam z klasy. Przy drzwiach złapałam kontakt wzrokowy z Zaynem, który był z siebie bardzo zadowolony. O nie, tak się bawić nie będziemy. Miałam świetny plan, który musiałam zrealizować. Teraz wystarczy poczekać, aż wszyscy zjawią się na stołówce.

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział5

Byłam naiwna skoro myślałam, że wszystko wróci do normy. Minął tydzień od wyścigów a ja nagle zostałam zauważona. Nie mam pojęcia skąd ludzie ze szkoły dowiedzieli się o wyścigach, ale mam przeczucie, że to Zayn. Mulat nie daje mi spokoju. On i jego kumple ostatnio często przesiadują w moim domu. Ben nie ma nic przeciwko tak samo jak rodzice. Póki dom jest w jednyn kawałku. Boże błagam niech oni sobie pójdą. Od godziny siedzę w swoim pokoju i próbuję uczyć się na jeden z naważniejszych sprawdzianów a ci sobie puszczają muzykę! Niech najlepiej imprezę urządzą. Mam dosyć. Rzuciłam książkę na łóżko i wyszłam z pokoju. Rodziców jak zwykle nie było. Praca, spotkania... inny świat. Trzasnęłam zła drzwiami i zbiegłam po schodach na dół. Bez wcześniejszego zastanowienia się wyłączyłam telewizor. Wszystkie pary oczu natychmiastowo skierowały się na mnie.
- Co ty robisz?! - warknął Ben.
- Gówno. Ucze się, ale ty i twoi głupi kumple hałasujecie! - powiedziałam wściekła i wyrwałam mu z ręki piwo. - Nie możecie iść do klubu czy coś?
Mulat zaśmiał się.
- Czy coś, kochanie.
Znowu miał przylepiony ten swój uśmieszek. Otworzyłam usta, ale po chwili je zamknęłam. Żadna riposta nie przychodziła mi do głowy.
- Yhhh! - tupnęłam nogą jak małe dziecko i wyszłam z salonu.
Usłyszałam za sobą ich głupie śmiechy. Zła wyciągnęłam kubek i sok pomarańczowy. Nalałam trochę do kubka i zaczęłam pić.
- Idziesz z nami do klubu. - usłyszałam za sobą głos mulata na co pisnęłam i upuściłam kubek.
- Patrz co przez ciebie zrobiłam!
- To nie moja wina, to ty nie uważasz i boisz się wszystkiego i każdego.
- Dupek. - mruknęłam pod nosem, ale niestety chłopak mnie usłyszał.
Natychmiast znalazł się przy mnie. Złapał moje nadgarstki i przycisnął mnie do ściany. Dzieliły nas milimetry...
- Powtórz. - warknął mu prosto w twarz.
Myśli, że tak łatwo wygra? O nie.
- Myślę, że bardzo dobrze słyszałeś co powiedziałam. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem.
Chłopak zaśmiał się i przysunął jeszcze bliżej. Jego twarz była zbyt blisko mojej... jego czekoladowe tęczówki wpatrywały się w moje. Przełknęłam głośno ślinę gdy przegryzł płatek mojego ucha.
- Zadziorna... lubie takie. - powiedział i puścił moje ręce.
Złapałam się za bolące nadgarstki i spojrzałam w stronę mulata, który ruszył w stronę wyjścia.
- Mogłabyś tu posprzątać wiesz? - uśmiechnął się cwaniacko i zostawił mnie samą.
Spojrzałam na mój ulubiony kubek leżący w kawałeczkach na podłodze. Jęknęłam i złapałam za miotłe.

piątek, 8 maja 2015

Rozdział4

 Podbiegła do mnie przestraszona przyjaciółka.
- Tak bardzo cię przepraszam! Nie wiedziałam, że tak wyjdzie. - powiedziała i przytuliła mnie.
- Lola jest w porządku. - odsunęłam się trochę od przyjaciółki i posłałam jej słaby uśmiech.
- Uważaj na siebie.
Skinęłam głową i podeszłam do Zayna, który robił coś przy motorze. Gdy zauważył mnie uśmiechnął się i wsiadł na motor. Zrobiłam to samo i podjechaliśmy na linie startu. W równym rządku stało kilka motorów gotowych do wyścigu. Słychać było głośną muzykę, którą przerywały warkoty silników i głośne rozmowy. Do prostej lini co chwila dojeżdżały nowe pojazdy. Na środek wyszła drobna blondyna z czarwoną chustą. Dziewczyny zeszły z motorów i odwróciły się do nich tyłem. Nie wiedziałam o co chodzi, ale zaczęłam robić to co one. Przypięłam się paskiem do tyłu chłopaka tak jak inne. Nagle blondynka upuściła chustkę lub cokolwiek to było i wszyscy wystartowali. Pisnęłam głośno gdy chłopak wyprzedził pięć motorów. Zostawialiśmy w tyle coraz więcej pojazdów a ja trzymałam się mocno boku, żeby nie spaść. Byłam przerażona gdy chłopak przyśpieszył. Wydawało mi się, że to nie możliwe a jednak. Pędzilismy coraz szybciej a moje włosy rozwiewał wiatr. Nie żeby mi to przeszkadzało... przecież fajnie jechać gdy się nic nie widzi. Wyczujcie tu sarkazm. Nagle bardzo blisko nas znalazł się farbowany blondyn zwany Niallem jeśli dobrze zapamiętałam. Wyprzedził nas i pokazał środkowy palec. Usłyszałam śmiech mulata.
- Trzymaj się mała.
Przyśpieszył znowu i wyprzedził blondyna. Później oboje walczyli ze sobą o pierwsze miejsce. Meta była coraz bliżej a oni cały czas jechali w identycznyn tępie. Wolę nie wiedzieć ile było na liczniku... mulat w ostatniej chwili przyśpieszył i jako pierwszy przekroczył linię mety. Zrobił dwa kółka motorem i w końcu się zatrzymał. Odetchnęłam z ulgą gdy znalazłam się na bezpiecznej ziemi. Ujrzałam mojego brata i najlepszą przyjaciółkę.
- Lola! - podbiegłam do niej i przytuliłam
ją. - Matko, ja żyję...
- Ty żyjesz! - powiedziała szczęśliwa.
Usłyszałam za sobą piski i krzyki więc wraz z Lolą odwróciłyśmy się w tamtą stronę. Grupka skąpo ubranych dziewczyn otoczyła Zayna. Ludzie witali się z nim i gratulowali mu. Na szczęście wszystko się już skończyło i wrócimy do normalności... prawda?



czwartek, 7 maja 2015

Rozdział3

- Zayn... - zaczął Ben, ale mulat mu przerwał.
- Skoro jest taka cwana to da sobie radę. - uśmiechnął się cwaniacko. - No chyba, że się boisz?
Nasza wojna na spojrzenia trwała i chyba nie miała ochoty się kończyć. Jego głupi uśmieszek powiększał się z każdą sekundą a ja nie miałam pojęcia co robić. Jechać z nim czy nie? Nie chcę, żeby uznał mnie za frajerkę czy coś takiego... ale szczerze mówiąc boje się strasznie. Nigdy tego nie robiłam i
- Okej.
Brat popatrzył na mnie szokowany.
- Pojebało cię?!
- Nie.
- Matka mnie zabije jak się dowie!
Wzruszyłam ramionami.
- A więc się nie dowie.
Przez cały czas utrzymywałam kontakt wzrokowy z Zaynem, który był widocznie zadowolony z mojej decyzji. Z każdym moim wypowiedzianym słowem jego uśmiech powiększał się jeszcze bardziej.
- Zatem chodźmy. - złapał mnie za rękę i pociągnął w nieznaną mi stronę.
Zdziwiło mnie, że zostawił sam swój dom, który wypełniony był pijanymi nastolatkami. Ben natychmiast ruszył za nami. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieje więc po prostu szłam za mulatem. Znaleźliśmy się przy garażu, który został otwarty przez chłopaka. Moim oczom ukazał się szereg drogich samochodów i motorów. Mulat podszedł do jednego z nich i usiadł na nim.
- Czekasz na zaproszenie czy coś?
Podakoczyłam na jego głos za co usłyszałam jego melodyjny śmiech. Nielewnie podeszłam do pojazdu i usiadłam za nim. Oplotłam go rękami wokół pasa i przyległam ciasno do jego pleców. Zayn odpalił motor a następnie wyjechał z garażu i zatrzymał się przy bramie gdzie zgromadziło się kilka osób. Ujrzałam wśród zgromadzonych sylwetkę mojego brata.
- Widzimy się na miejscu. - powiedzał i nie czekając na odpowiedź Bena wyjechał ze swojej posiadłości.
Wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Zrobiło się ciemno i nie za ciepło. Pędziliśmy przez ulice Londynu a liczne latarnie oświetlały nam drogę. Jedyne co było słychać to warkot silnika i szum drzew. Droga nie była całkiem pusta. Minęliśmy może kilka samochodów. Po kilku minutach zauważyłam, że opuściliśmy miasto. Domy były coraz mniej widoczne a drzew było coraz więcej. Nie znałam wcześniej tej części miasta... nie wiem jak to nazwać. Oh po prostu nie byłam w tych stronach więc chyba oczywiste jest to, że nie wiem czego się spodziewać. I tego boje się najbardziej. Na szczęście las skończył się szybko a przed nami pojawiły się stare magazyny i duży oświetlony plac. Głośna muzyka była słyszalna z kilku metrów a wszędzie kręcili się ludzie. Jednak nie było tak jak na imprezie Zayna. Tutaj dziewczyny miały jakąś dziwną zasadę "im mniej tym lepiej". Spódniczki ledwo zasłaniały im tyłek a cycki były na wierzchu. Zayn nagle zatrzymał się i zsiadł z pojazdu. Podał mi rękę abym mogła zrobić to samo. Zaskoczyła mnie jego pomoc, ale wolałam nie zaczynać o tym. Natychmiast zjawiła się przy nas grupka skąpo ubranych dziewczyn i chłopaków ubranych na czarno. Ich ciała pokrywały tatuaże i metal. Jeden z nich przykół moją uwagę. Był to chłopak z lokami na głowie. Wyróżniał się znacznie z całej grupy. Nie miał tatuaży a przynajmniej ja nie widziałam żadnego. Jego duże zielone oczy patrzyły na mnie z czymś w rodzaju troski.
- Kolejna panienka na jedną noc? - zaśmiał się farbowany blondyn.
Miał mocny akcent... na pewno nie był stąd.
- Zamknij się Niall. - warknął chłopak.
Podszedł do nas grubszy pan  brodą.
- Malik! - przywitali się "męskim uściskiem". - Już myślałem, że wycofujesz  się.
Chłopak zaśmiał się.
- Ja? Nigdy.
- A to kto? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Lucy. - odpowiedział Zayn.
- Szykuj się, zaraz zaczynamy. - powiedział i odszedł w swoją stronę.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział2

Już na parkingu słyszałam głośną muzykę. Wszędzie byli pijani nastolatkowie z kolorowymi kubeczkami. Czy ta impreza dopiero się nie zaczęła? Wolę nie myśleć jak będą wyglądać wszyscy za godzinę ewentualnie dwie. Jak gliny nie wpadną to będzie cud. Muzykę słyszałam pół kilometra przed tą wielką willą. A właśnie... mówiłam już, że zatrzymaliśmy się przed ogromną willą? Zayn był popularny, bogaty, miał powodzenie u dziewczyn a do tego lubił się ścigać na swoim głupim motorze. Ideał wielu dziewczyn - czy mój? Niekoniecznie. Był przystojny, ale ja nie mogłabym nawet pomarzyć o kimś takim. Sama nie wiem co tutaj robię. Nie pamiętasz? Zmusili cię abyś tu przyszła. Powiedział głupi głosik w mojej głowie. Lola od razu gdy wysiadła z samochodu pociągnęła mnie w stronę dużego pałacu. Przekroczyłyśmy próg mieszkania i od razu uderzył we mnie ostry zapach alkoholu. Muzyka była na prawdę głośno co mi przeszkadzało. Tego się spodziewałam jednak nie byłam na to gotowa. Dziewczyna pociągnęła mnie w stronę dużego pokoju... chyba był to salon. Tańczyło tu mnóstwo dzieciaków, a raczej próbowało tańczyć. Większość ledwo trzymała się na nogach. Blondynka niestety pociągnęła mnie na sam środek pomieszczenia i zaczęła ruszać się w rytm szybkiej muzyki. Zmuszona byłam dołączyć do niej i także zaczęłam tańczyć. Otaczały mnie spocone ciała nieznajomych albo dzieciaków ze szkoły. Po kilku piosenkach miałam dosyć i moja towarzyszka także. Zeszłyśmy z ''parkietu'' i poszłyśmy do kuchni.
- Masz. - powiedziała Lola i podała mi czerwony kubek z nieznaną mi cieczą.
- Co to? - zmarszczyłam nos.
- Piwo. - zachichotała. - A teraz do dna. Musisz się wyluzować, maleńka.
Patrzyłam jak dziewczyna szybko wypija alkohol. Odstawiła pusty kubek i zachęciła mnie ruchem ręki do wypicia swojego piwa. Niechętnie przystawiłam kubek do ust i wzięłam małego łyczka napoju. Od razu poczułam dziwny smak i odsunęłam od siebie kubek.
- To jest okropne. - jęknęłam.
- Wcale nie! To nie jest takie złe. Musisz się przyzwyczaić. No dalej. - uśmiechnęłam się.
Po raz kolejny przystawiłam kubeczek do ust i zaczęłam pić to okropne coś.
- Ej ej ej powoli. - usłyszałam śmiech przy sobie.
Odłożyłam pusty kubeczek na blat i spojrzałam w stronę mulata. Stał kilka centymetrów ode mnie a przy jego boku stała rudowłosa dziewczyna. Uniosłam brew do góry.
- Aha. - uśmiechnęłam się fałszywie i złapałam przyjaciółkę za nadgarstek.
Szybko wyminęłyśmy chłopaka i znalazłyśmy się w salonie.
- Lucy! Czy ciebie pojebało?! - wyrwała się przyjaciółka.
- Co? - warknęłam. - Nie chce tu być! Chce wracać do domu! Mam dosyć. - tupnęłam nogą jak kilku letnie dziecko.
- To po co tu przyszłaś?!
- Bo mi kazaliście? Męczysz mnie kilka tygodniu o tę imprezę. Wracam do domu.
- Niby jak chcesz wrócić do domu? To jest na drugim końcu miasta!
- Poradzę sobie. - machnęłam ręką i wyszłam przed duży dom.
Chłodne powietrze trochę mnie uspokoiło. Usiadłam na schodach i westchnęłam. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Podałam adres i rozłączyłam się. Miała być tu za kilka minut. Musiałam się uspokoić. Nagle koło mnie pojawił się Ben.
- Czemu nie jesteś w środku?
- Wracam do domu.
Zaśmiał się na co zmarszczyłam brwi. - Co?!
- Nigdzie nie wracasz. Zaraz będą wyścigi - zostajesz.
- Oooo nie na żadnych wyścigach mnie nie będzie.
Usłyszałam za sobą po raz kolejny znajomy śmiech.
- Oczywiście, że będziesz. I wiesz co? Jedziesz ze mną Hale. - uśmiechnął się cwaniacko Zayn.


_________________________________________________________________________
Nareszcie napisałam! Juhu brawa mi hihi. Następny rozdział nie wiem kiedy będzie, ale nie martwcie się to ff cały czas piszę i nie zawieszam czy coś. Po prostu rzadziej będę tutaj dodawać rozdziały :)

xx Wika