piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 20

Lucy
Alkohol przejął władze nad moim organizmem. Już nie krzywiłam się tak jak kiedyś. Mogę nawet powiedzieć, że polubiłam ten smak... dobrze znany mi już smak. Bawiłam się świetnie. Nie zwracałam uwagi na innych ludzi. Nie znałam nikogo. Moja przyjaciółka już dawno zniknęła z moich oczu. Tańczyłam z różnymi chłopakami, wlewałam w siebie jeszcze więcej alkoholu i znowu tańczyłam z jeszcze innymi chłopakami. Lucy Hale w końcu się bawi.
Poruszałam biodrami do dobrze znanej mi piosenki Katty Perry gdy nagle ktoś złamał mnie za nadgarstek i odciągnął od tłumu. Co się dzieje?

Zayn 
Obserwowałem każdy jej ruch. Była tak cholernie seksowna. Gdyby nie to, że spotykała się z Harrym już dawno bym ją przeleciał... nie stop Zayn nie myślisz tak. Ona była inna i nie zasługiwała na takie traktowanie. Zachowywałem się jak jebany dupek, ale co mogłem zrobić? Taki już jestem i żadna dziewczyna tego nie zmieni. Szanuje Ben'a, jest świetnym kumplem, dlatego nie zrobię czegoś co mogłoby źle wpłynąć na naszą przyjaźń. Ale do cholery jasnej gdy widzę ją taką w klubie... nie mogę tak po prostu siedzieć. Wstałem i ruszyłem do świetnie bawiącej się brunetki. Byłem już blisko gdy ktoś przepchnął się koło mnie sprawiając, że prawie straciłem równowagę.
- Patrz jak łazisz!
Spojrzałem na postać stojącą przede mną i zamarłem...

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział19

Ubrałam czarną sukienkę i ostatni raz przejechałam szczotką po włosach.
- Lucy tata już przyjechał. - usłyszałam z dołu głos brata.
Westchnęłam głośno i szybko zeszłam na dół gdzie uśmiechem przywitał mnie tata.
- Cześć córeczko.
- Hej.- mruknęłam.
Zajęłam miejsce przy stole nie czekając na innych. Ben zrobił to samo a po chwili dołączyli do nas rodzice. Zajęłam się przepysznym kurczakiem zerkając co jakiś czas na tate i mame.
- Chcieliśmy wam o czymś powiedzieć. - odezwał się w końcu ojciec.
Odłożył sztućce i spojrzał na mnie i mojego brata.
- To może w końcu powiecie? Rozwodzicie się? To już pewne tak?
- Lucy! - zbeształa mnie rodzicielka.
- Nie mamo! Nie powiedzieliście nam tak ważnej rzeczy! Gdyby nie wasze huki z rana pewnie żadne z nas by o tym nie wiedziało. Jak długo chcieliście udawać idealne małżeństwo?
- Chcieliśmy was na to przygotować...
- Mamo, Lu ma racje. Powinniście nam powiedzieć to od razu. - odezwał się pierwszy raz Ben. - Nie jesteśmy dziećmi, zrozumielibyśmy.
- To nie jest takie proste...
- Oczywiście, że jest.
Jeśli zaraz nie przestaną wyjdę stąd... mam dosyć tej rozmowy. Mam dosyć kłamstw i tajemnic.
- Rozwodzimy się... - powiedziała smutno mama.
- Nie możecie jeszcze tego przemyśleć? - zapytał Ben.
Przegryzłam wargę i spojrzałam na dłonie. Nagle stały się bardzo interesujące. Nastrój w pomieszczeniu był smutny... tak jak wszyscy. Myślę, że nikt z nas nie mógł dobrać odpowiednich słów. Nawet dorośli.
- Nie ma już nic do przemyślenia. Wasz ojciec dokonał wyboru.
Spojrzałam smutno na tate. Siedział wpatrzony w talerz... czemu nie walczy?
- Myślę, że już wszystko wiecie. - powiedział nagle i wstał od stołu. - Jutro przyjadę po swoje rzeczy...
- Nie wierzę, że to się dzieje. - pokręciłam głową i wstałam od stołu.
Nie obchodziło mnie w tej chwili moje zachowanie. Miałam to w dupie. Nie chciałam rozpadu mojej rodziny. Jeśli ojciec odejdzie my zostaniemy sami... matka się załamie. Jak kolwiek będzie chciała to ukryć ja zauważę, że coś jest nie tak. Znam ją zbyt dobrze.
Gdy znalazłam się w moim pokoju spojrzałam na zegarek. Była dopiero 19:49 więc cała noc przede mną. Złapałam za telefon i wybrałam numer do Loli.
- Halo? - usłyszałam po chwili.
- Szykuj się, idziemy na impreze.

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział18

- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam... - powiedziałam do brata, przerywając ciszę w samochodzie. - Nie czuje się najlepiej i wtedy... no cóż nie miło się słucha o tym z kim stracę dziedzictwo.
- Przeprosiłem już. - odparł.
- Ja też. - przewróciłam oczami.
- Słuchaj... - zaczął niepewnie. - Wiem, że różnie między nami bywało, ale zawsze będziesz moją siostrą. Bez względu na to co dzieje się między naszymi rodzicami i bez względu na nasze wcześniejsze relacje. Wiem, że byłam okropnym bratem, ale staram się.
- Nikt nie jest idealny. - uśmiechnęłam się słabo.
Chłopak chciał jeszcze coś powiedzieć, ale dojechaliśmy na szkolny parking. Złapałam za plecak i niechętnie opuściłam samochód.
- Lucy. - zawołał za mną brunet. - Kocham Cię siostro pamiętaj.
Zatrzymałam się gwałtowanie i odwróciłam twarzą do niego.
- Ja ciebie też braciszku.
Pół godzin lekcyjnych minęło mi niesamowicie szybko. Zostało mi dwie znienawidzone lekcje... wychowanie fizyczne. Nie, że nie lubiłam sportu, wręcz przeciwnie - uwielbiałam go. Jednak nauczycielka za mną przepada.
- Dzień dobry dziewczynki! - usłyszałam głos trenera przez co odwróciłam się i posłałam pytające spojrzenie Loli.
- Gdzie jest pani Bennet? - zapytała jedna z koleżanek.
- Jest chora. Dlatego mam z wami zastępstwo przez jakiś czas. Będziecie mieć łączenie z chłopcami, gdyż nie mogę przesunąć ich lekcji, a żaden inny nauczyciel nie chciał was wziąć. Przykro mi bardzo. - powiedział ostatnie zdanie z sarkazmem. - A teraz nie mamy czasu na gadanie! Widze was za kilka minut na boisku. - dodał ostro i odszedł.
Szybko się przebrałyśmy się w odpowiednie do zajęć stroje i udałyśmy się w miejsce zbiórki. Gdy wszyscy zebrali się w równym rzędzie z szatni wypadli chłopcy w strojach piłkarskich.
- Co do chuja robi tu Malik?
Mojej uwadze nie uszła także wielka śliwa na oku mulata. Musiał nieźle oberwać.
- Jest członkiem drużyny. - wzruszyła ramionami Lola. - Pewnie to co inni... ma trening.
Jęknęłam w myślach, ale chwilę później zauważyłam uśmiechniętego Harrego.
- Biegniecie 6 kółek! Za to będą oceny więc radzę wam się postarać. - powiedział do nas a następnie złapał za gwiazdek i użył go do przywołania chłopców. - A wy robicie rozgrzewke i gracie. Panie na co czekają?
Dźgnęłam przyjaciółke w łokieć i szybko ruszyłyśmy. Wspominałam, że nienawidzę dziada? Naszczęście po wykonanyn zadaniu miałyśmy spokój. Trener kazał nam usiąść na ławkach i nie przeszkadzać. Miałam dużo czasu na opowiedzenie wszystkiego Loli.
- Jak Ci się układa z Harrym? - wyszczerzyła się.
- Jest świetnie.
- Cieszę się że w końcu jesteś szczęśliwa. Serio... zawszd chodziłaś smutna a teraz nawet z Benem się dogadujesz. Od dniu wyścigów jesteś zupełnie inna.
- To dobrze czy źle?
- Zajebiżcie. -  wyszczerzyła się. - A tak w ogóle to co Malik ma z okiem?
Spojrzałam w stronę chłopaka. Nagle jego głowa się odwróciła a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Szybko spóściłam głowe, żeby nie zauważył, że na niego patrzyłam. Wiedziałam, że i tak zauważył... a może nie?
- Pobił się z Harrym.
- Co?! - wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Powiedziałam, że pobił się...
- Z Harrym, tak tak wiem. Ale czemu? 
- Skąd mam wiedzieć? - skłamałam.
- Eh... idziemy w sobote na impreze Malika? Będą wszyscy. - powiedziała podekscytowana.
- Jasne. Czemu nie? - uśmiechnęłam się.
Nie chciałam tam iść, ale to świetny sposób na wkurzenie Malika.
Otworzyłam drzwi do domu i prawie od razu poczułam zapach kurczaka. Mama zrobiła obiad? Zostawiłam plecak w salonie i udałam się do kuchni.
- Cześć.
- Kochanie dobrze, że jesteś. - uśmiechnęła się kobieta. - Wraz z tatą chcielibyśmy z wami porozmawiać.
- Z nami?
- Tobą i Benem. Będzie tutaj za godzine, proszę bądź miła.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział17

Nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak przesadził. Nie jestem świętoszką! To że nie daje dupy każdemu chłopakowi z drużyny to chyba dobrze?! Tak? Nie jestem dziwka jak każda laska klejąca sie do pieprzonego Malika. Przysięgam na Boga, że ten gościu mnie wkurwia jak nikt inny. A Ben co sobie wyobraża! Jak mógł zacząć taki temat przy wszystkich. Podczas gdy złapałam taxi i wróciłam do domu każda osoba, która była przy tym wydarzeniu próbowała się do mnie dodzwonić. Zamknęłam się w pokoju i wyłączyłam telefon. Nie będę taka jaką mnie chcą.

Obudził mnie jak zwykle mój ulubiony kawałek Nirvany. Przeciągnęłam się leniwie w łóżku i niezgrabnie się z niego zdrapałam. Nie miałam ochoty na spotkanie z kimkolwiek a za godzinę miałam zjawić się w szkole. Do tego odwiedziło mnie czerwone morze. Serio? Teraz? Nie mogę uwierzyć w moje szczęście... a raczej jego brak. Po wykonaniu porannej toalety, ubraniu się i załatwieniu zbiegłam do kuchni aby zjeść śniadanie. W pomieszczeniu siedział mój brat, który patrzył na każdy mój ruch od kąt znalazłam się obok niego. Zrobiłam kanapki, zajęłam miejsce przy stole i zaczęłam jeść posiłek.
- Masz jakiś problem? - warknęłam w jego stronę.
- Czemu jesteś zła? Chciałem ci pomóc! - wyrzucił ręce w górę. - Nie musiałaś się wściekać.
- Chciałeś mi pomóc? nie w ten sposób.
- A w jaki? Chcesz żeby Malik był zły? to proszę bardzo! Udało ci sie.
- Co? - zmarszczyłam brwi.
- Gówno. - odparł chamsko. -  Gdy wybiegłaś Harry zaczął cie szukać a chwilę później zniknął Zayn. Kiedy w końcu po kurwa dwóch godzinach go znaleźliśmy miał podbite oko i ledwo trzymał się na nogach. Był najebany w trzy dupy i gadał jak to nienawidzi Hazzy. 1:0 siostrzyczko. - powiedział z uśmieszkiem i opuścił kuchnie zostawiając mnie sama w niemałym szoku.

Rozdział16

- Na prawdę?! To świetnie. - uśmiechnęła się blondynka. - Wiecie co? Mam świetny pomysł. Zadzwońmy po chłopaków!
- Myślę kochanie, że to zły pomysł. - uśmiechnął się. - Pewnie mają lepsze rzeczy do robo...
- Niech przyjdą. - przerwałam mu z uśmiechem.
Dziewczyna wysłała im sms-a w którym podała miejsce gdzie byliśmy. Już po chwili wszyscy byli z nami a ja siedziałam przy Harrym. Mulat patrzył na nasze splecione dłonie z nienawiścią. Chyba plan działa.
- Więc słyszałem, że chcesz rozdziewiczyć moją siostrę? - palnął Ben.
Wytrzeszczyłam na niego oczy, na moich policzkach pojawił się rumieniec a wszyscy wraz z loczkiem zaczęli się smiać.
- Nie wiem, czy mi na to pozwoli. - odpowiedział mojemu bratu i puścił mi oczko.
Zakryłam włosami czerwone miejsca i pokręciłam głową.
- To chyba nie twój interes Ben? - warknęłam na niego.
- Jezu siostra wyluzuj.
- Chłopcy przestańcie. - jeknęła Perrie. - Myślę, że nie chcemy słuchać o tym z kim moja przyjaciółka straci dziedzictwo. Ale na serio tego nie robiłaś? - zapytała zdziwiona.
Miałam ochotę ich zabić... dosłownie wszystkich. Jak oni moga publicznie rozmawiać o takich rzeczach? zresztą co ich to obchodzi?! Niech sie swoimi sprawami łóżkowymi zajmą.
- Lu wyluzuj, żartowałem. - zaczął bronić się chłopak.
- Harry możemy iść? - zapytałam totalnie olewając brata.
- Oczywiście kochanie. - usmiechnął się pocieszająco.
- Hale do kurwy nie bądź taką świętoszką! Zachowujesz sie jak cipa. - powiedział zirytowany Malik i przyrzekam, że kilka osób wstrzymało powietrze.
Wstałam z miejsca i wymierzyłam mu cios w policzek. Chłopak nie spodziewał się tego po mnie przez co odchylił sie do tyłu i prawie upadł na podłogę.
- Nigdy nie nazywaj sie tak do mnie nie odzywaj. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby i pośpiesznie opuściłam lokal.


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział15

Wpadłam do domu jak szalona i trzasnęłam mocno drzwiami.
- Lucy! - skrzyczała mnie mama. - Co się dzieje? - zapytała troskliwie gdy ujrzała moją smutną twarz.
- Nic. - uśmiechnęłam się słabo. - Jest Ben? Muszę z nim porozmawiać.
- W garażu, robi coś przy samochodzie.
Podziękowałam jej cicho i ruszyłam w stronę drzwi prowadzących na ogród. Wyszłam z domu a już po chwili otworzyłam ciężkie metalowe drzwi i ujrzałam znaną mi dobrze sylwetkę.
- Hej Lu, co jest?
- Możemy porozmawiać? Chodzi o...
- Zayna? - przerwał mi.
- Nie. - przewróciłam oczami. - Chociaż... no też, musisz mi pomóc.
Chłopak uśmiechnął się szeroko a ja opowiedziałam mu wszystko od początku do końca.

- Hej Lucy. - usłyszałam skrzeczliwy głos przy uchu.
Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą Perrie.
- Hej. - powiedziałam z wysilonym sztucznym uśmiechem. - Co tutaj robisz?
- Zakupy. Wiesz niedługo urodziny Zena, robi imprezę jak co roku więc stwierdziłam, że potrzebuję nowej sukienki.
- Oh.
- Może nam pomożesz?
- Nam? - zmarszczyłam brwi.
- Malik mi pomaga. - uśmiechnęła się.
Serce zaczęło bić mi szybciej. Malik tu był? Unikałam go przez dłuższy czas... chłopak nagle pojawił się przy nas i uśmiechnięty objął blondynkę ramieniem.
- Witaj Lucy. 
- Hej. 
- Lu pomoże nam z sukienką! - pisnęła blondynka i szybko złapała mnie za nadgarstek.
Dziewczyna pociągnęła mnie w stronę jednego ze sklepów. Za sobą usłyszałam śmiech mulata... no to super. Cierpliwie chodziłam z nimi po całej galerii, a kiedy Perrie przymierzyła ze sto sukienek wróciliśmy do pierwszego sklepu po sukienkę, którą pierwsze mierzyła. Myślałam, że ją zabiję. Po dwóch godzinach na szczęście znaleźliśmy się w ulubionej knajpce i piliśmy napoje.
- A ty wiesz w co się ubierzesz? - zapytała szczęśliwa z nowej zdobyczy.
Pokiwałam głową.
- Nie idę. - odpowiedziałam przez co Malik spojrzał na mnie.
- Czemu? Będzie świetnie. - uśmiechnęła się dziewczyna a chłopak jej przytankął. - No nie daj się prosić. Zresztą nieważne. - dodała po chwili. - Zayn zadzwoni po chłopaków i oni cię namówią! Prawda kochanie? 
- Tak. - przechylił głowę i z zaciekawienie obserwował moje ruchy.
Zacisnęłam ręce w pięści i uśmiechnęłam się sztucznie.
- Wiesz co? Jednak przyjdę. Skoro będzie tam Harry... - zaczęłam przez co uśmiech Zayna natychmiast zszedł z jego twarzy.


__________________________
Przepraszam, że długo nic nie dodawałam ale nie miałam czasu :)

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział14

- Świetnie wyglądasz. - uśmiechnął się Ben gdy zeszłam gotowa po schodach.
- Twój brat ma rację, kochanie. - uśmiechnęła się również moja mama.
Przewróciłam na nich oczami.
- Dacie mi przejść? - jęknęłam. - Spóźnię się przez was, Harry zaraz tu będzie.
- Zostaw jęki na później. - wystawił mi język brat na co się zaśmiałam a mama posłała mu upominające spojrzenie.
Na szczęście usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, który przerwał naszą rozmowę. Szczęśliwa kierowałam się w stronę wyjścia, ale kiedy miałam złapać za klamkę rodzicielka zatrzymała mnie.
- Cieszę się, że w końcu znalazłaś jakiegoś normalnego chłopca. - uśmiechnęła się i puściła mój nadgarstek.
Posłałam jej słaby uśmiech i wyszłam z domu.
- Hej. - przywitał się ze mną loczek. - Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Chłopak otworzył mi drzwi do swojego samochodu a ja zajęłam miejsce pasażera. 
- Gdzie jedziemy? - zapytałam ciekawa.
- Myślałem o kręglach, ale...
- Świetny pomysł. - przerwałam mu a następnie uśmiechnęłam się szczerze.
 Nie byłam przekonana do tego gdzie pojedziemy dlatego ubrałam normalne czarne rurki i niebieski sweter, który był na mnie troszkę za duży. Wyglądałam ładnie, ale nie odpowiednio do niektórych miejsc.
- Czyli kręgle? - zapytał na co skinęłam.
Chłopak uśmiechnął się uroczo pokazując przy tym swoje dołeczki. Jechaliśmy jeszcze przez chwilę, różnymi uliczkami a po kilku minutach dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy do środka i wypożyczyliśmy odpowiednie do gry buty. Złapałam za czerwoną kulę do kręgli a chłopak przyglądnął mi się zaciekawiony.
- Grałaś kiedyś?
Gdy miałam odpowiedzieć na to pytanie pojawiła się przy nas grupka osób.
- Hej kochani! - uśmiechnął się szeroko Zayn.
- Co tu robisz? - syknęłam zła.
- Jesteśmy na kręglach. - uśmiechnął się cwaniacko, a przy jego boku znalazła się ładna blondynka z również przyczepionym sztucznym uśmiechem.
Rzygać mi się chciało na ich widok.
- Hej jestem Perrie. - zatrzepotała rzęsami do Harrego, totalnie mnie ignorując.
- Hej. - mruknął chłopak i objął mnie ramieniem.
Dziewczyna dopiero teraz zwróciła na mnie uwagę.
- A ty tooo? - uniosła brew do góry i spojrzała na mnie od góry do dołu.
- Nie twój interes. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Lucy. - przewrócił oczami Malik.
Posłałam mu mordercze spojrzenie i uśmiechnęłam się do Harrego.
- Gramy? A wracając do wcześniejszego pytania to nie za bardzo umiem grać. Pokażesz mi jak to się robi? - zapytałam niewinnie a uśmiech na twarzy loczka momentalnie się poszerzył.
- Oczywiście. 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział15

Już od dwóch godzin siedzimy w kręgielni i świetnie się bawimy. Harry okazał się dobrym nauczycielem. Okej, może troszkę przesadzam, ale widząc wkurwionego Zayna nie mogę się powstrzymać. Zresztą lubię loczka i nie jestem do końca pewna czy nadal tylko go wykorzystuje. Matko jak to brzmi...
- A więc jesteś z Harrym? - zapytała nagle Perrie, wyrywając mnie przy tym z zamyśleń.
- Tak jesteśmy razem. - odpowiedział za mnie loczek przez co wyplułam z powrotem do kubka jego wcześniejszą zawartość.
Uśmiechnęłam się sztucznie do plastikowej blondi i wtuliłam bardziej w mojego ''chłopaka''.
- Od kiedy? - zapytał Zayn.
- Um... od...
- Wczoraj. - przerwał mi widząc moje niezdecydowanie. - Wiesz tak wyszło. - uśmiechnął się chłopak.
Mulat przyjrzał nam się podejrzliwie, ale już po chwili wrócił do normalnej rozmowy z Perrie.
- Dziękuję. - szepnęłam na ucho loczkowi a ten posłał mi przeuroczy uśmiech, który oczywiście odwzajemniłam.

***

- Harry hej! - przytuliłam chłopaka na korytarzu szkolnym. - Możemy porozmawiać?
- Hej. - uśmiechnął się. - Jasne, może po szkole?
Skinęłam głową i po pożegnaniu się odeszłam w stronę odpowiedniej klasy. Wczoraj nie miałam okazji zapytać go o ten cały związek... chciałam wiedzieć czemu tak powiedział. Z jednej strony cieszyłam, się że wkurzyłam  Zayna, ale z drugiej nie chciałam Harrego wykorzystywać aż tak. Na szczęście lekcje minęły mi strasznie szybko i od razu po ostatnim na dziś dzwonku znalazłam się pod budynkiem szkoły wyczekując na chłopaka. Poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach a chwilę później znajomy oddech na mojej szyi.
- Co u mojej dziewczyny?
- Nic ciekawego, a u mojego chłopaka? - zapytałam i obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Też nic ciekawego. - wyszczerzył się.
Czemu on musi być tak bardzo pozytywną osobą?
- Może podwiozę cię do domu i porozmawiamy na spokojnie? - zapytał na co skinęłam.
Po chwili znaleźliśmy się już w samochodzie chłopaka gdzie mogłam zacząć temat.
- Czemu powiedziałeś, że jesteśmy razem?
- Myślałem, że nie będziesz miała nic przeciwko... widzę jak patrzysz na Malika. To skurwiel, ale coś go do ciebie przyciąga. Możesz tego nie widzieć, ale znam go bardzo długo i ja to widzę. Ciebie ciągnie też do niego więc pomyślałem, że skoro robisz wszystko żeby był zazdrosny to ci troszkę pomogę.
- Przecież mnie do niego nie ciągnie! - zaprzeczyłam szybko.
- W takim razie jutro wielka afera i zerwanie?
Przegryzłam wargę i zmarszczyłam brwi... to jest za bardzo skomplikowane.
- Nie, kontynuujmy to. - powiedziałam po chwili namysłu. - Może się udać.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział13

- Czemu nie było cię dziś w szkole? - zapytała Lola gdy siedziałyśmy w naszej ulubionej kawiarence.
Często spotykałyśmy się tu po szkole. To było miejsce gdzie przychodziło dużo dzieciaków po skończonych zajęciach.
- Um... byłam zajęta. - skłamałam.
Przyjaciółka przyglądnęła mi się podejrzliwie.
- Okeeej. Hej chłopcy. - uśmiechnęła się do znajomych, którzy właśnie zajęli miejsca obok nas.
- Hej co tam? - zapytał Harry, który siedział obok mnie.
- W porządku. - wzruszyłam ramionami. - A tam?
Mulat spojrzał na mnie zdziwiony. Pewnie myślał, że wszyscy wiedzą a tu proszę... mam nadzieje, że nie wypapla im o rozwodzie moich rodziców.
- Wiesz chciałem cię o coś zapytać Lu. - zapytał nie pewnie Harry, a wszystkie pary oczu skierowały się na nas.
- Dawaj stary. - wyszczerzył się Ben.
- Um... pomyślałem, że może miałabyś ochotę pójść ze mną... to znaczy... um... czy...
- Umówisz się z nim? - powiedział za niego mój brat.
Parsknął śmiechem mulat a ja uśmiechnęłam się.
- Oczywiście.
- Na prawdę?
- Tak. - powiedziałam szczerze. - Lubię cię Harry i z przyjemnością pójdę z tobą na randkę.
Widziałam wściekły wyraz twarzy Zayna a mój uśmiech jeszcze bardziej się powiększył.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział12

- Zayn? Co ty tu robisz?
- Chyba ja powinienem zapytać o to ciebie. Harry cię zostawił? - parsknął.
Wyrwałam rękę, którą trzymał i wytarłam łzy.
- Tak kurwa wiesz? Zostawił mnie. - zaśmiałam się bez humoru. - Moi rodzice się rozwodzą. Ojciec zdradzał mamę... chciałeś wiedzieć to masz.
Jego mina była bezcenna... coś w stylu szoku i smutku.
- Przepraszam. - powiedział cicho.
Staliśmy na środku chodnika wpatrując się na zmianę w siebie lub w buty.
- Chodź. - złapał mnie za rękę i pociągną przed siebie.
- Gdzie?
- Zobaczysz jak będziemy na miejscu, chcę ci coś pokazać.
Nie pytałam o więcej i po prostu dałam mu się zaprowadzić. Chłopak całą drogę był cicho. Po woli nogi zaczęły mnie boleć a kiedy miałam zapytać czy daleko jeszcze chłopak zatrzymał się. Staliśmy przed wysokim budynkiem. Miał kilka metrów, strasznie wysoki, szklany. Otworzył drzwi i wpuścił mnie przed sobą. Niepewnie weszłam do środka. Mulat zamknął za nami drzwi i znowu złapał mnie za rękę. Zaczęliśmy wchodzić po schodach na samą górę. Gdy po długich minutach dotarliśmy na szczyt znaleźliśmy się na dachu.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam z uśmiechem.
- To moje ulubione miejsce.
Położyłam ręce na średniej wysokości murku. Widoczne było całe miasto...
- Moi rodzice też się rozwodzili. - powiedział po chwili ciszy.
Spojrzałam ciekawsko w jego stronę.
- Nienawidziłem ich za to... - spojrzał na mnie i kontynuował. - Wtedy zacząłem być taki.
Z lekkim zawachaniem podeszłam do niego i przytuliłam go.


Wiem, że rozdziały są krótkie ale postaram się pisać dłuższe. Teraz mają po 200 słów a od 15 będą mieć po 500 :) Dziękuję za komentarze! *.*
xx Wika

czwartek, 28 maja 2015

Rozdział11

Cisze w samochodzie przerywała tylko cicha muzyka lecaca z radia.
- A więc... ty i Harry? - zapytał po chwili Ben.
- Nie wiem.
- Lubisz go?
- Chyba tak.
- Jezu Lucy nie obrażaj się tylko gadaj.
- Lubię go, zadowolony?
Nie kłamałam, serio go lubiłam. Było mi głupio, że wykorzystuję go do mojego planu, ale nie mogłam się wycofać. Chociaż z drugiej strony on był dla mnie najmilszy...
- To dobry chłopak. - z zamyśleń wyrwał mnie brat.
Spojrzałam na niego pytająco.
- Harry. Jest najlepszy z naszej grupy i jeśi masz już się z kimś spotykać to z nim.
Skinęłam głową i zaczęłam zpatrywać się w okno.

***

Obudziły mnie wrzaski rodziców dobiegające z dołu. Pośpiesznie nałożyłam na siebie pierwsze lepsze ubrania i zbiegłam na dół.
- I co teraz?! Pójdziesz do tej dziwki tak!? - usłyszałam płacz mamy.
Gdy zeszłam do kuchni ujrzałam ją cała zapłakaną.
- Czemu krzyczycie? Co się stało, mamo?
Oboje z ojcem spojrzeli na mnie. Chyba nie myśleli o tym, że słychać ich na całą ulice. Mama spojrzała czerwonymi od łez oczu na tate a ten westchnął.
- Ja i mama rozwodzimy się.
Otworzyłam usta w szoku a do moich oczu również napłynęły łzy.
- To nie możliwe...
- Córeczko, nie chcieliśmy żebyś dowiedziała się w ten sposób, ale...
- Nienawidze was. - powiedziałam i wybiegłam z pomieszczenia.
Słyszałam za sobą moje imię, ale nie zwracałam na to uwagę. Ubrałam pośpiesznie buty i opuściłam dom. Biegłam prosto przed siebie. Nie wiedziałam gdzie, to nie liczyło się dla mnie. Chciałam być jak najdalej domu. Niestety moje szczęście, a raczej jego brak nie chciały tego. Już po killu metrach wpadłam na kogoś...
- Hale? Co się stało? - usłyszałam znajomy głos, którego teraz nie chciałam słyszeć.

Rozdział10

- Ała. - syknął chłopak gdy przejechałam wacikiem po jego przeciętej wardze.
- Przepraszam, jeszcze chwile. - powiedziałam i znowu przejechałam wacikiem po jego wardze. - Gotowe.
Chłopak uśmiechnął się i położył swoje ręce na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie z cwaniackim uśmieszkiem. Zwilżyłam usta językiem i przysunęłam swoją twarz do niego. Chłopak powoli złączył nasze usta w pocałunku, który z każdą sekundą stawał się bardziej namiętny. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy drzwi do łazienki otworzyły się z hukiem.
- Znowuuu... - jęknęłam.
Mulat z uśmieszkiem opierał się o drzwi.
- Nie chciałem wam przerywać pieprzenia, ale twój brat cię szukał. Wracacie do domu. A tobie Styles radze znaleźć sobie inną zabaweczke. Mogłem ci lepiej przywalić.
- Pierdol się. - warknął loczek.
Złapałam go za rękę, żeby nie mógł rzucić się na niego. Gdyby chciał pewnie i tak by się wyrał, ale zawsze coś. Mulat spojrzał na nasze spleciona ze sobą palce a jego uśmiech powiększył się jeszcze bardziej.
- Uroczo. - powiedział i opuścił pomieszczenie.
- Dupek. - syknęłam i wraz z Harrym również wyszliśmy z łazienki.
Wcześniej wszystkie rzeczy schowałam do apteczki. Gdy znaleźliśmy się na pierwszym piętrze wzrokiem zaczęłam szukać mojego ukochanego brata. Wyczujcie tu sarkazm. Widoczne było, że ludzi było dużo mniej... czyżbym zepsuła im imprezkę? Ups. Znalazłam brata dopiero przy drzwiach. Patrzył na mnie wściekłym wzrokiem.
- Wracamy do domu. - powiedział oschle i wyszedł na zewnątrz.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział9

Poczułam jak ręce chłopaka zjeżdżają coraz niżej a po chwili złapał mnie za pośladki. Pisnęłam przez co dostał większy dostęp i do pocałunku dodał język. Gdyby mnie nie trzymał zdecydowani spadłabym.
- Co ty kurwa robisz?! - usłyszałam przy sobie głos brata.
Oderwaliśmy się szybko od siebie.
- Nic. Przerwałeś nam, nie widzisz? - warknęłam zła.
Zobaczyłam kątem oka mulata, który stał obok i przyglądał się zadowolony całej sytuacji.
- Oczywiście, że ten idiota ci powiedział. - parsknęłam.
- Uwierz mi nie obchodzi mnie to. Mógłby cie nawet pieprzyć n...
- Przestań. - przerwał mu zły Ben.
- Taka prawda. Kiedyś będę cię pieprzył a ty będziesz krzyczeć moje imię.
Harry nie wytrzymał i rzucił się na mulata z pięściami. Chłopaki natychmiast zaczęli ich rozdzielać a wokół nas zebrała się gróbka ciekawskich osób. Złapałam loczka za ramię i pociągnęłam w tył, ale nic to nie dało. Był dużo silniejszy. Chłopak przywalił mulatowi prosto w nos. Ten długo nie był mu winny bo po chwili siedział na nim okładając go pięściami.
- No zróbcie coś! - krzyknęłam na brata.
Szybko odciągnęli Malika od leżącego na ziemi Harrego. Podbiegłam do niego gdy byłam pewna, że mulat im się nie wyrwie.
- W porządku? - zapytałam zdenerwowana.
Wszyscy nam się przyglądali. Chłopak pokiwał głową i z lekkim bólem wstał.
- Krwawisz, muszę cię opatrzyć.
- Nie trze...
- Trzeba. - przerwałam mu.
Poddał się i bez dalszej kłótni ruszyliśmy w stronę łazienki.

piątek, 22 maja 2015

Rozdział8

Ubrałam krótką czarną sukienkę i czarne szpilki, włosy rozczesałam i zostawłam rozpuszczone a następnie zrobiłam makijaż. Moim zadaniem było rozkochanie w sobie Harrego i byłam pewna, że mi się uda.
Zbiegłam szyboko po schodach i zostawiłam karteczkę mamie, że będę u Loli. Jak zwykle moich rodziców nie było.
- Gotowa? - zapytał niechętnie Ben.
Skinęłam i ruszyłam w stronę drzwi. Brat namawiał mnie, żebym nie szła. Próbował mnie nawet przekupić, ale byłam nieugięta. Wsiadłam do jego samochodu a brat po chwili zrobił to samo. Pojechaliśmy pod dom loczka, który był tak samo duży jak mulata. Wyszłam z samochodu i ruszyłam w stronę dużych drzwi. W środku było pełno pijanych już dzieciaków. Od jakiegoś chłopaka dostałam kubeczek z alkoholem, którego zawartość szybko wypiłam. Ruszyłam w stronę głównego pomieszczenia gdzie było najwięcej ludzi. Wszyscy tańczyli a większość była już pijana. Spóźniłam się czy coś? Chyba upijanie się w takim tępie jest dziwnie normalne. Chyba... moim oczom ukazała się znajoma mi czupryna. Podeszłam do Harrego i przytuliłam go.
- Hej, świetna impreza. - powiedziałam z uśmiechem gdy odsunęliśmy się od siebie.
Kątem oka widziałam patrzącego na nas mulata.
- Zatańczysz? - zapytał loczek.
Skinęłam. Chłopak złapał mnie za rękę i zaprowadził na środek dużego salonu. Zaczęliśmy poruszać się w rytm głośnej muzyki. Było świetnie! Sama nie wiem kiedy zaczęliśmy się całować. Był w tym wow. Chociaż jeśli mam być szczera to nie miałam dobrego porównania. Miałam wcześniej jednego chłopaka. Gdy moi rodzice go poznali zakazali mi się z nim spotykać. Myśleli, że źle na mnie działa, chociaż tak nie było. Chłopak był idealnym uczniem, miał dobrych rodziców i był bogaty. Mama była pierwsze zachwycona jak jej o tym powiedziała, ale Chris miał tatuaże i kolczyki... a tego moi rodzice nie lubią. Denerwuje mnie, że oceniają książkę po okładce, ale co mogę zrobić? Jak już wspomniałam Harry świetnie całował. Nie wiem jak to zrobił, ale zapomniałam o moim prawdziwym rzeczywistym życiu i ciągnęłam to przedstawienie... czy nadal to było przedstawienie? Może nie powinnam wykorzystywać Harrego? To fajny chłopak...

Rozdział7

Długo wyczekiwana godzinna przerwa w końcu się zaczęła. Czas na mój plan. Podeszłyśmy z Lolą do kasy i kupiłyśmy obiad. Wybrałam jakiś jogurt i jabłko. Zajęłyśmy swoje stałe miejsca przy jednyn ze stolików i zaczęłyśmy jeść. Zayna i jego paczki jeszcze nie było więc nie mogłam zacząć działać.
- Co się tak wiercisz? - zapytała Lola. - Jesteś nie spokojna od rana. Napisałaś coś w ogóle na matematyce?
Westchnęłam głośno.
- Wczoraj Zayn wraz ze swoimi kumplami byli u Bena... stwierdzili, że dobrze będzie mnie trochę podenerwować i puścili głośno muzyke. Nie mogłam się uczyć! Cały czas mi przeszkadzali i jeszcze przez tego idiote rozbiłam mój ulubiony kubek. - powiedziałam zła. - Mam mały plan i potrzebuje twojej pomocy.
Przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko a ja opowiedziałam jej cały pomysł.
- To genialne! Patrz. - skinęła głową w jakimś kierunku.
Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam mojego nrata, Zayna i Harrego. Była też reszta, ale mi chodziło tylko o te trójkę. Wstałam z miejsca a przyjaciółka złapała mnie za nadgarstek.
- Powodzenia. - powiedziała i puściła moją rękę.
Ruszyłam w stronę stolika chłopaków. Gdy stanęłam przy nim wszyscy na mnie spojrzeli.
- Lucy? Co tutaj robisz?
- Stoję? - odpowiedziałam na głupie pytanie mojego brata.
Usiadłam na wolnym miejscu i uśmiechnęłam się.
- Co porabiacie chłopcy?
- Siedzimy. - odpowiedział sucho Ben.
Przewróciłam oczami.
- Idziesz dziś z nami na...
- Nie, nie idzie. - przerwał mulat.
- Gdzie?
- Robię dziś imprezę i super by było gdybyś przyszła. - uśmiechnął się loczek.
-Z przyjemnością przyjdę Harry.
Mulat posłał mi mordercze spojrzenie a ja uśmiechnęłam się do niego fałszywie. Mój plan zaczyna działać...

środa, 20 maja 2015

Rozdział6

Wstałam wcześnie rano i wzięłam szybki prysznic. Zrobiłam makijaż a następnie ubrałam się w moją ulubioną sukienkę. Postanowiłam, że dziś w szkole zaskocze wszystkich i nie będę sobą. Skoro Zayn pieprzony Malik chce wojny to Zayn pieprzony Malik będzie ją miał. Złapałam za plecak i zbiegłam na dół.
- Dzień dobry. - powiedziałam do mamy a następnie pocałowałam ją w policzek. - Taty nie ma?
- Witaj kochanie, niestety ale dostał ważny telefon. - westchnęła. - Naleśnika?
Skinęłam głową i usiadłam przy stole. Rodzicielka postawiła przede mną talerz z dwoma naleśnikami a ja ze smakiem szybko je zjadłam.
- Podwieźć cię do szkoły?
- Nie trzeba, przejdę się.
Ubrałam buty i wyszłam z domu. Nie chciałam się spóźnić więv wybrałam najkrótszą drogę. Gdy dotarłam w końcu pod szkołę znalazłam przyjaciółkę i weszłyśmy do klasy. Od razu po dzwonku zjawiła się nauczycielka i rozdała nam sprawdziany. Przez chłopaków i ich "imprezkę" nie mogłam się uczyć... spojrzałam na swoją grupę i grupę Loli. Obie były inne. Zaczęłam robić zadania, które rozumiałam. Nagle drzwi do klasy otworzyły się z hukiem a do środka wszedł nie kto inny jak Malik.
- Jaki jest powód twojego spóźnienia? - zapytała nauczycielka.
- Oh przepraszam, pieprzyłem jedną z pani uczennic w toalecie. - powiedział z cwaniackim uśmiechem i zajął miejsce za mną.
Jęknęłam w myślach. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka. Spróbowałam go zignorować lecz niestety nie było to takie proste. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie, który pokazywał, że do dzwonka zostało dziesiędź minut. Poddałam się i odłożyłam długopis. Nauczycielka podeszła do mnie i zabrała mój sprawdzian. Pewnie myślała, że już napisałam... no to się zdziwi. Lola miała wszystko obliczone a ja wpatrywałam się w swoje ręce jakby były bardzo ciekawe. Poczułam jak coś, a raczej ktoś dźga mnie w plecy. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego mulata.
- Księżniczka nie nauczyła się? Jak mi przykro. - powiedział ze sztucznym smutkiem.
Nie chciałam dać mu satysfakcji więc odwróciłam się w stronę tablicy. Na szczęście zadzwonił już dzwonek więc wraz z przyjaciółką wyszłam z klasy. Przy drzwiach złapałam kontakt wzrokowy z Zaynem, który był z siebie bardzo zadowolony. O nie, tak się bawić nie będziemy. Miałam świetny plan, który musiałam zrealizować. Teraz wystarczy poczekać, aż wszyscy zjawią się na stołówce.

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział5

Byłam naiwna skoro myślałam, że wszystko wróci do normy. Minął tydzień od wyścigów a ja nagle zostałam zauważona. Nie mam pojęcia skąd ludzie ze szkoły dowiedzieli się o wyścigach, ale mam przeczucie, że to Zayn. Mulat nie daje mi spokoju. On i jego kumple ostatnio często przesiadują w moim domu. Ben nie ma nic przeciwko tak samo jak rodzice. Póki dom jest w jednyn kawałku. Boże błagam niech oni sobie pójdą. Od godziny siedzę w swoim pokoju i próbuję uczyć się na jeden z naważniejszych sprawdzianów a ci sobie puszczają muzykę! Niech najlepiej imprezę urządzą. Mam dosyć. Rzuciłam książkę na łóżko i wyszłam z pokoju. Rodziców jak zwykle nie było. Praca, spotkania... inny świat. Trzasnęłam zła drzwiami i zbiegłam po schodach na dół. Bez wcześniejszego zastanowienia się wyłączyłam telewizor. Wszystkie pary oczu natychmiastowo skierowały się na mnie.
- Co ty robisz?! - warknął Ben.
- Gówno. Ucze się, ale ty i twoi głupi kumple hałasujecie! - powiedziałam wściekła i wyrwałam mu z ręki piwo. - Nie możecie iść do klubu czy coś?
Mulat zaśmiał się.
- Czy coś, kochanie.
Znowu miał przylepiony ten swój uśmieszek. Otworzyłam usta, ale po chwili je zamknęłam. Żadna riposta nie przychodziła mi do głowy.
- Yhhh! - tupnęłam nogą jak małe dziecko i wyszłam z salonu.
Usłyszałam za sobą ich głupie śmiechy. Zła wyciągnęłam kubek i sok pomarańczowy. Nalałam trochę do kubka i zaczęłam pić.
- Idziesz z nami do klubu. - usłyszałam za sobą głos mulata na co pisnęłam i upuściłam kubek.
- Patrz co przez ciebie zrobiłam!
- To nie moja wina, to ty nie uważasz i boisz się wszystkiego i każdego.
- Dupek. - mruknęłam pod nosem, ale niestety chłopak mnie usłyszał.
Natychmiast znalazł się przy mnie. Złapał moje nadgarstki i przycisnął mnie do ściany. Dzieliły nas milimetry...
- Powtórz. - warknął mu prosto w twarz.
Myśli, że tak łatwo wygra? O nie.
- Myślę, że bardzo dobrze słyszałeś co powiedziałam. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem.
Chłopak zaśmiał się i przysunął jeszcze bliżej. Jego twarz była zbyt blisko mojej... jego czekoladowe tęczówki wpatrywały się w moje. Przełknęłam głośno ślinę gdy przegryzł płatek mojego ucha.
- Zadziorna... lubie takie. - powiedział i puścił moje ręce.
Złapałam się za bolące nadgarstki i spojrzałam w stronę mulata, który ruszył w stronę wyjścia.
- Mogłabyś tu posprzątać wiesz? - uśmiechnął się cwaniacko i zostawił mnie samą.
Spojrzałam na mój ulubiony kubek leżący w kawałeczkach na podłodze. Jęknęłam i złapałam za miotłe.

piątek, 8 maja 2015

Rozdział4

 Podbiegła do mnie przestraszona przyjaciółka.
- Tak bardzo cię przepraszam! Nie wiedziałam, że tak wyjdzie. - powiedziała i przytuliła mnie.
- Lola jest w porządku. - odsunęłam się trochę od przyjaciółki i posłałam jej słaby uśmiech.
- Uważaj na siebie.
Skinęłam głową i podeszłam do Zayna, który robił coś przy motorze. Gdy zauważył mnie uśmiechnął się i wsiadł na motor. Zrobiłam to samo i podjechaliśmy na linie startu. W równym rządku stało kilka motorów gotowych do wyścigu. Słychać było głośną muzykę, którą przerywały warkoty silników i głośne rozmowy. Do prostej lini co chwila dojeżdżały nowe pojazdy. Na środek wyszła drobna blondyna z czarwoną chustą. Dziewczyny zeszły z motorów i odwróciły się do nich tyłem. Nie wiedziałam o co chodzi, ale zaczęłam robić to co one. Przypięłam się paskiem do tyłu chłopaka tak jak inne. Nagle blondynka upuściła chustkę lub cokolwiek to było i wszyscy wystartowali. Pisnęłam głośno gdy chłopak wyprzedził pięć motorów. Zostawialiśmy w tyle coraz więcej pojazdów a ja trzymałam się mocno boku, żeby nie spaść. Byłam przerażona gdy chłopak przyśpieszył. Wydawało mi się, że to nie możliwe a jednak. Pędzilismy coraz szybciej a moje włosy rozwiewał wiatr. Nie żeby mi to przeszkadzało... przecież fajnie jechać gdy się nic nie widzi. Wyczujcie tu sarkazm. Nagle bardzo blisko nas znalazł się farbowany blondyn zwany Niallem jeśli dobrze zapamiętałam. Wyprzedził nas i pokazał środkowy palec. Usłyszałam śmiech mulata.
- Trzymaj się mała.
Przyśpieszył znowu i wyprzedził blondyna. Później oboje walczyli ze sobą o pierwsze miejsce. Meta była coraz bliżej a oni cały czas jechali w identycznyn tępie. Wolę nie wiedzieć ile było na liczniku... mulat w ostatniej chwili przyśpieszył i jako pierwszy przekroczył linię mety. Zrobił dwa kółka motorem i w końcu się zatrzymał. Odetchnęłam z ulgą gdy znalazłam się na bezpiecznej ziemi. Ujrzałam mojego brata i najlepszą przyjaciółkę.
- Lola! - podbiegłam do niej i przytuliłam
ją. - Matko, ja żyję...
- Ty żyjesz! - powiedziała szczęśliwa.
Usłyszałam za sobą piski i krzyki więc wraz z Lolą odwróciłyśmy się w tamtą stronę. Grupka skąpo ubranych dziewczyn otoczyła Zayna. Ludzie witali się z nim i gratulowali mu. Na szczęście wszystko się już skończyło i wrócimy do normalności... prawda?



czwartek, 7 maja 2015

Rozdział3

- Zayn... - zaczął Ben, ale mulat mu przerwał.
- Skoro jest taka cwana to da sobie radę. - uśmiechnął się cwaniacko. - No chyba, że się boisz?
Nasza wojna na spojrzenia trwała i chyba nie miała ochoty się kończyć. Jego głupi uśmieszek powiększał się z każdą sekundą a ja nie miałam pojęcia co robić. Jechać z nim czy nie? Nie chcę, żeby uznał mnie za frajerkę czy coś takiego... ale szczerze mówiąc boje się strasznie. Nigdy tego nie robiłam i
- Okej.
Brat popatrzył na mnie szokowany.
- Pojebało cię?!
- Nie.
- Matka mnie zabije jak się dowie!
Wzruszyłam ramionami.
- A więc się nie dowie.
Przez cały czas utrzymywałam kontakt wzrokowy z Zaynem, który był widocznie zadowolony z mojej decyzji. Z każdym moim wypowiedzianym słowem jego uśmiech powiększał się jeszcze bardziej.
- Zatem chodźmy. - złapał mnie za rękę i pociągnął w nieznaną mi stronę.
Zdziwiło mnie, że zostawił sam swój dom, który wypełniony był pijanymi nastolatkami. Ben natychmiast ruszył za nami. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieje więc po prostu szłam za mulatem. Znaleźliśmy się przy garażu, który został otwarty przez chłopaka. Moim oczom ukazał się szereg drogich samochodów i motorów. Mulat podszedł do jednego z nich i usiadł na nim.
- Czekasz na zaproszenie czy coś?
Podakoczyłam na jego głos za co usłyszałam jego melodyjny śmiech. Nielewnie podeszłam do pojazdu i usiadłam za nim. Oplotłam go rękami wokół pasa i przyległam ciasno do jego pleców. Zayn odpalił motor a następnie wyjechał z garażu i zatrzymał się przy bramie gdzie zgromadziło się kilka osób. Ujrzałam wśród zgromadzonych sylwetkę mojego brata.
- Widzimy się na miejscu. - powiedzał i nie czekając na odpowiedź Bena wyjechał ze swojej posiadłości.
Wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Zrobiło się ciemno i nie za ciepło. Pędziliśmy przez ulice Londynu a liczne latarnie oświetlały nam drogę. Jedyne co było słychać to warkot silnika i szum drzew. Droga nie była całkiem pusta. Minęliśmy może kilka samochodów. Po kilku minutach zauważyłam, że opuściliśmy miasto. Domy były coraz mniej widoczne a drzew było coraz więcej. Nie znałam wcześniej tej części miasta... nie wiem jak to nazwać. Oh po prostu nie byłam w tych stronach więc chyba oczywiste jest to, że nie wiem czego się spodziewać. I tego boje się najbardziej. Na szczęście las skończył się szybko a przed nami pojawiły się stare magazyny i duży oświetlony plac. Głośna muzyka była słyszalna z kilku metrów a wszędzie kręcili się ludzie. Jednak nie było tak jak na imprezie Zayna. Tutaj dziewczyny miały jakąś dziwną zasadę "im mniej tym lepiej". Spódniczki ledwo zasłaniały im tyłek a cycki były na wierzchu. Zayn nagle zatrzymał się i zsiadł z pojazdu. Podał mi rękę abym mogła zrobić to samo. Zaskoczyła mnie jego pomoc, ale wolałam nie zaczynać o tym. Natychmiast zjawiła się przy nas grupka skąpo ubranych dziewczyn i chłopaków ubranych na czarno. Ich ciała pokrywały tatuaże i metal. Jeden z nich przykół moją uwagę. Był to chłopak z lokami na głowie. Wyróżniał się znacznie z całej grupy. Nie miał tatuaży a przynajmniej ja nie widziałam żadnego. Jego duże zielone oczy patrzyły na mnie z czymś w rodzaju troski.
- Kolejna panienka na jedną noc? - zaśmiał się farbowany blondyn.
Miał mocny akcent... na pewno nie był stąd.
- Zamknij się Niall. - warknął chłopak.
Podszedł do nas grubszy pan  brodą.
- Malik! - przywitali się "męskim uściskiem". - Już myślałem, że wycofujesz  się.
Chłopak zaśmiał się.
- Ja? Nigdy.
- A to kto? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Lucy. - odpowiedział Zayn.
- Szykuj się, zaraz zaczynamy. - powiedział i odszedł w swoją stronę.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział2

Już na parkingu słyszałam głośną muzykę. Wszędzie byli pijani nastolatkowie z kolorowymi kubeczkami. Czy ta impreza dopiero się nie zaczęła? Wolę nie myśleć jak będą wyglądać wszyscy za godzinę ewentualnie dwie. Jak gliny nie wpadną to będzie cud. Muzykę słyszałam pół kilometra przed tą wielką willą. A właśnie... mówiłam już, że zatrzymaliśmy się przed ogromną willą? Zayn był popularny, bogaty, miał powodzenie u dziewczyn a do tego lubił się ścigać na swoim głupim motorze. Ideał wielu dziewczyn - czy mój? Niekoniecznie. Był przystojny, ale ja nie mogłabym nawet pomarzyć o kimś takim. Sama nie wiem co tutaj robię. Nie pamiętasz? Zmusili cię abyś tu przyszła. Powiedział głupi głosik w mojej głowie. Lola od razu gdy wysiadła z samochodu pociągnęła mnie w stronę dużego pałacu. Przekroczyłyśmy próg mieszkania i od razu uderzył we mnie ostry zapach alkoholu. Muzyka była na prawdę głośno co mi przeszkadzało. Tego się spodziewałam jednak nie byłam na to gotowa. Dziewczyna pociągnęła mnie w stronę dużego pokoju... chyba był to salon. Tańczyło tu mnóstwo dzieciaków, a raczej próbowało tańczyć. Większość ledwo trzymała się na nogach. Blondynka niestety pociągnęła mnie na sam środek pomieszczenia i zaczęła ruszać się w rytm szybkiej muzyki. Zmuszona byłam dołączyć do niej i także zaczęłam tańczyć. Otaczały mnie spocone ciała nieznajomych albo dzieciaków ze szkoły. Po kilku piosenkach miałam dosyć i moja towarzyszka także. Zeszłyśmy z ''parkietu'' i poszłyśmy do kuchni.
- Masz. - powiedziała Lola i podała mi czerwony kubek z nieznaną mi cieczą.
- Co to? - zmarszczyłam nos.
- Piwo. - zachichotała. - A teraz do dna. Musisz się wyluzować, maleńka.
Patrzyłam jak dziewczyna szybko wypija alkohol. Odstawiła pusty kubek i zachęciła mnie ruchem ręki do wypicia swojego piwa. Niechętnie przystawiłam kubek do ust i wzięłam małego łyczka napoju. Od razu poczułam dziwny smak i odsunęłam od siebie kubek.
- To jest okropne. - jęknęłam.
- Wcale nie! To nie jest takie złe. Musisz się przyzwyczaić. No dalej. - uśmiechnęłam się.
Po raz kolejny przystawiłam kubeczek do ust i zaczęłam pić to okropne coś.
- Ej ej ej powoli. - usłyszałam śmiech przy sobie.
Odłożyłam pusty kubeczek na blat i spojrzałam w stronę mulata. Stał kilka centymetrów ode mnie a przy jego boku stała rudowłosa dziewczyna. Uniosłam brew do góry.
- Aha. - uśmiechnęłam się fałszywie i złapałam przyjaciółkę za nadgarstek.
Szybko wyminęłyśmy chłopaka i znalazłyśmy się w salonie.
- Lucy! Czy ciebie pojebało?! - wyrwała się przyjaciółka.
- Co? - warknęłam. - Nie chce tu być! Chce wracać do domu! Mam dosyć. - tupnęłam nogą jak kilku letnie dziecko.
- To po co tu przyszłaś?!
- Bo mi kazaliście? Męczysz mnie kilka tygodniu o tę imprezę. Wracam do domu.
- Niby jak chcesz wrócić do domu? To jest na drugim końcu miasta!
- Poradzę sobie. - machnęłam ręką i wyszłam przed duży dom.
Chłodne powietrze trochę mnie uspokoiło. Usiadłam na schodach i westchnęłam. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Podałam adres i rozłączyłam się. Miała być tu za kilka minut. Musiałam się uspokoić. Nagle koło mnie pojawił się Ben.
- Czemu nie jesteś w środku?
- Wracam do domu.
Zaśmiał się na co zmarszczyłam brwi. - Co?!
- Nigdzie nie wracasz. Zaraz będą wyścigi - zostajesz.
- Oooo nie na żadnych wyścigach mnie nie będzie.
Usłyszałam za sobą po raz kolejny znajomy śmiech.
- Oczywiście, że będziesz. I wiesz co? Jedziesz ze mną Hale. - uśmiechnął się cwaniacko Zayn.


_________________________________________________________________________
Nareszcie napisałam! Juhu brawa mi hihi. Następny rozdział nie wiem kiedy będzie, ale nie martwcie się to ff cały czas piszę i nie zawieszam czy coś. Po prostu rzadziej będę tutaj dodawać rozdziały :)

xx Wika

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział1

- Może po prostu odpuść?
- Nie! Musimy tam być! To impreza roku... dziewczyno drugi raz tego nie przeżyjesz. - jęknęła Lola.
- I pierwszy raz też nie... nie idę. - uśmiechnęłam się słabo i wyminęłam ją.
Dziewczyna krzyknęła za mną moje imię, ale nie odwracałam się. Jeszcze jedno jej słowo i pewnie zgodziłabym się. O co tyle szumu? To zwykła impreza w domu jednego z najpopularniejszych chłopaków w szkole. Gdybym była normalną dziewczyną pewnie teraz siedziałabym w domu i szykowała się, ale taka nie jestem. Ludzie zauważają mnie tylko wtedy gdy potrzebują zadania na matematykę lub chcą się pośmiać. Wszyscy tutaj widzą we mnie brzydkiego kujona. Tym dla nich jestem... dostarczam rozrywki ewentualnie dobrych ocen. Jedynymi moimi przyjaciółmi są Lola i mój starszy brat, który ostatnio też nie zwraca na mnie uwagi. Wywalili go ze starej szkoły a od kiedy chodzi do tej samej co ja zaprzyjaźnił się z największymi debilami. Nie obchodzi go to jak mnie traktują. Wręcz przeciwnie podoba mu się to, że w końcu mu nie pyskuje. Szczerze? Boje się jego i jego kumpli. Boje się własnego brata... nie wierzę. Rodzice nie zauważają zmiany. Uważają go za idealne dziecko, nie ważne co robi. Narkotyki - nie ma problemu. Impreza - spoko. Seks - tylko się zabezpieczaj. Na wszystko reagują spokojnie, a kiedy ja o coś poproszę to ''jesteś za młoda''. Wytykają mi każdą ocenę poniżej piątki a i tak mam najlepsze oceny z całej klasy. Ileż można siedzieć przed książkami? Jeśli o tym mowa to właśnie spóźniam się na literaturę. Ruszyłam szybko w stronę mojej szafki i wyciągnęłam z niej potrzebne książki. Zamknęłam ją na kluczyk i ruszyłam w stronę klasy.
- Hej Lucy! - usłyszałam za sobą śmiech.
Znowu się zaczyna... zatrzymałam się i odwróciłam. Zobaczyłam braciszka z przyjaciółmi. Podeszli do mnie całą grupką śmiejąc się z czegoś. A no tak... ze mnie.
- Czego? - warknęłam a jeden z chłopców zaczął jeszcze głośniej się śmiać.
Posłałam bratu pytające spojrzenie.
- Idziesz dziś z nami na imprezę do Zayna. - uśmiechnął się fałszywie.
- Nie. - odpowiedziałam szybko, odwróciłam się i ruszyłam szybkim krokiem w stronę klasy.
Na szczęście nie odzywali się do mnie przez resztę dnia szkolnego. Po kilku godzinach skończyłam zajęcia i wyszłam z znienawidzonego przeze mnie budynku.
- Lu zaczekaj! - usłyszałam mojego brata.
Zacisnęłam pięści i tak jak rozkazał zatrzymałam się.
- Podwieźć cię?
Westchnęłam i skinęłam głową. Ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Tak... on ma samochód a ja nie. Tata stwierdził, że mężczyzna powinien mieć prawo jazdy a ja jestem jeszcze za młoda. Ben otworzył dla mnie drzwi. Powiedziałam mu ciche dziękuję i wdrapałam się na siedzenie. Zapięłam pas a chwilę później chłopak siedział na miejscu obok. Wyjechał z parkingu szkolnego.
- Czemu nie chcesz przyjść? - zapytał po chwili ciszy.
- Żeby słuchać waszych docinek? Nie dzięki... nie wierzę, że zadajesz się z takimi chu...
- Nie używaj takich słów. - przerwał mi.
Przewróciłam oczami.
- To nie jest dobre towarzystwo dla ciebie.
- Nie twój interes.
- Nie chcę tam iść. - jęknęłam.
- Ale pójdziesz.
- Rodzice mówią, że jestem za młoda na imprezy. - powiedziałam szyderczo.
- Powiem im, że będę cię pilnować.
- Tak pójdę tam z tobą, niech twoi kumple mnie zabiją.
- Nie przesadzaj mała. - zaśmiał się.
- Ja jestem niska, mała to może być twoja pała. Ups... zapomniałam, że jej nie masz... - uśmiechnęłam się fałszywie i wysiadłam z samochodu.
Weszłam do domu i od razu poczułam zapach kurczaka. Mama uwielbiała go robić. Zdjęłam buty, plecak rzuciłam gdzieś w bok i weszłam do dużego białego pomieszczenia.
- Hej wam. - powiedziałam a następnie usiadłam na jednym z krzeseł.
- Hej kochanie, jak było  w szkole? - uśmiechnęła się do mnie mama.
- W porządku. Dostałam -5 z sprawdzianu z matematyki. - powiedziałam dumna z siebie.
- Czemu z minusem? - zmarszczyła brwi mama.
Westchnęłam...
- I tak dostałam najlepszą ocenę.
- Mogłaś dostać lepszą. - powiedziała i podała mi talerz z obiadem.
Postanowiłam, że nie będę dłużej prowadzić tej rozmowy bo nie miała ona sensu. Zaczęłam jeść obiad a chwilę później do kuchni wszedł Ben.
- Hej mamo.
- Hej kochanie.
Chłopak zajął miejsce obok mnie i posłał mi jednoznaczne spojrzenie. Zmarszczyłam brwi.
- Mamo... dzisiaj mój kumpel robi imprezę i chciałbym wziąć na nią Lucy.
- Lucy? Przecież ona nie lubi imprez, nie będzie tam pasować. - zaśmiała się.
Ała.
- Chętnie z tobą pójdę bracie.
- Serio? - powiedzieli równocześnie mama z Benem.
Skinęłam na co chłopak wyszczerzył się. Będę tego żałować, ale nie chcę żeby mama myślała, że jestem jakaś inna. Też chcę imprezować... ale nie z nimi. Po skończonym posiłku umyłam talerz i poszłam do swojego pokoju. Do imprezy zostało mi dwie godziny więc zadzwoniłam po Lolę, która chwilę później już u mnie była. Przyjaciółka ubrała się w top ze wzorem w panterkę a do tego założyła czarną spódnicę, która sięgała jej do połowy ud. Do tego wybrałyśmy czarne botki na koturnach i kolczyki z ćwiekami. Jej nadgarstki ozdobiły też dwie złote bransoletki. Ja zdecydowałam się na troszkę inny zestaw... wybrałam białą spódniczkę, która również sięgała mi do połowy ud a do tego czary sweterek. Włosy zostawiłam rozpuszczone tak samo jak przyjaciółka, Jeśli chodzi o makijaż to oczy podkreśliłam czarną kreskę i zakryłam to co powinno być zakryte. Lola zrobiła podobnie, ale użyła też czerwonej szminki a jej kreska była dużo grubsza od mojej. Wyrobiłyśmy się idealnie. Gotowe zeszłyśmy do salonu gdzie czekał na nas mój głupi brat. Chwilę później byliśmy już w drodze na imprezę.



___________________________________________________________________________
Hej. Witam was na moim kolejnym ff :) Tym razem wybrałam Zayna Malika i Lucy Hale. Mam nadzieję, że wam się spodoba i będziecie czytać, komentować i zaglądać tu często jak na moje inne ff. W pisaniu będzie mi pomagać przyjaciółka. 
Pozdrawiam Wika xx 

Prolog

Ona - szara myszka z idealnej rodziny.
On - jej największy koszmar.